TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Mszy świętej o godz. 8 przewodniczył bp Damian Muskus.
 
Homilia:

Boże Miłosierdzie 2021, J 20, 19-31

Trzy razy słyszymy w dzisiejszej Ewangelii słowa „Pokój wam!”. Nie są one zwyczajnym pozdrowieniem wypowiedzianym przez Jezusa do zalęknionych apostołów. Są to raczej słowa pełne mocy; słowa, dzięki którym uczniowie rzeczywiście mogą doświadczyć daru pokoju. Potrzebowali go bardzo po dramatycznych przeżyciach ostatnich dni, po dniach lęku, rozczarowań i niemocy, po wielu godzinach łez i nieudanych prób zrozumienia dramatu Krzyża. Apostołowie słyszą słowa przywracające nadzieję. „Pokój wam!” - mówi do nich Zmartwychwstały.

Gdy czytamy ewangeliczne relacje o spotkaniach Zmartwychwstałego Pana z uczniami, uświadamiamy sobie, że nie przemienia ich sama wieść o zmartwychwstaniu – tę przyjmują początkowo z niedowierzaniem. Tak było nie tylko z Tomaszem, patronem wszystkich niedowiarków, ale również z innymi. Ich wątpliwości rozwiewa dopiero bezpośrednie spotkanie z Chrystusem. Tak naprawdę dopiero przyjęcie daru Ducha Świętego, daru pokoju, przebaczenia i miłosierdzia, zmienia uczniów.

Dar pokoju i dar nadziei w każdym ludzkim sercu winien stać się trwałą rzeczywistością. By tak się stało, Pan Jezus pozostawił swoim uczniom i ich następcom posługę jednania: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Kościół z radością przyjął ten Chrystusowy dar i niesie go przez wieki.

Miłosierdzie jest darem miłującego Boga. Nie jest darem wdzięczności za ludzką miłość, bo to nie człowiek pierwszy umiłował. Mówi o tym wyraźnie św. Jan Apostoł:

„W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował i posłał Syna swego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1J 4,10).

Warto, abyśmy nie tylko w uroczystość Bożego Miłosierdzia, ale każdego dnia pamiętali o tej prawdzie, którą zapisał św. Jan, że: „My miłujemy Boga, ponieważ On pierwszy nas umiłował” (1J 4, 19).

Krakowskie Łagiewniki, do których dzisiaj pielgrzymujemy, bardziej duchowo niż fizycznie, są miejscem odkrywania tej Miłości Boga, która się nie kończy.

Krakowskie Łagiewniki są jak Góra Błogosławieństw, z których na pierwszy plan wybijają się dwa: dla ubogich w duchu i czystego serca. Błogosławieństwa te mówią nam, że tylko  człowiek wewnętrznie wolny od bogactw świata, z sercem wypełnionym pragnieniem czystej i pięknej miłości - człowiek świadomy, że jest bezwarunkowo kochany - zdolny jest do tego, by miłosierdzia doświadczać i dzielić się tym doświadczeniem z innymi.

Te dwa wymiary miłosierdzia, Boski i ludzki,  wzajemnie się przeplatają. Ten, któremu Bóg okazuje miłosierdzie w sakramencie pokuty i pojednania, nie może być niemiłosiernym wobec innych. Nie może nie stać się dla nich bliźnim, czyli bliskim ich potrzebom.

Ostatni rok nie szczędził nam okazji do stawania się bliźnim. Bardzo wielu, w duchu miłości i odpowiedzialności, podjęło to zadanie – bycia bliskim potrzebom braci. Wśród nich są przepracowani i wyczerpani psychicznie lekarze i personel oddziałów covidowych, pracujące w wielkim stresie załogi karetek pogotowia, wolontariusze niosący konkretną pomoc samotnym, starszym, przebywającym na kwarantannach, czy mieszkańcom dps-ów i wielu, wielu innych.

Znalazło się jednak niestety i wielu takich, którym obce jest bycie bliźnim; którzy lekceważą bądź kwestionują istniejące zagrożenie; którym brak wrażliwości i troski o najsłabszych; którym brak społecznej solidarności, dzięki której moglibyśmy szybciej uporać się z pandemią i jej skutkami; którym brak empatii w stosunku do walczących z chorobą w izolacji i lęku. Takich postaw nie brakuje zarówno wśród świeckich, jak i duchownych. Postaw, które trzeba nazwać wprost niechrześcijańskimi i niemiłosiernymi. Nie ma w nich braterstwa. Jest egoizm. Nie ma w nich bohaterstwa. Jest pycha.

Jak o jakości naszej wiary świadczą te, niestety nie będące wyjątkami, sytuacje? Jak o naszej relacji ze Zmartwychwstałym Panem świadczy wystawianie Go na próbę, kwestionowanie niebezpieczeństwa i narażanie bliźnich na utratę zdrowia, a nawet życia? Czy można kochać Boga i jednocześnie nie szanować dobra bliźniego?

Zadaniem chrześcijan, zwłaszcza w czasie zamętu i kryzysu, jest przekazywanie daru pokoju i nadziei. Nie jest o to łatwo, bo zdajemy sobie sprawę, że skutki pandemii będą równie poważne, jak sam, przeżywany obecnie, stan zagrożenia. Boimy się o tych, których wiara osłabnie i nie wrócą już do kościołów, boimy się o efekty wielomiesięcznej izolacji zwłaszcza wśród dzieci, młodzieży i osób starszych. Lękamy się o miejsca pracy i bezpieczeństwo socjalne. Boimy się, że powrót do dawnego życia będzie niemożliwy. Jednak doradcą uczniów Zmartwychwstałego nie powinien być lęk, ale nadzieja płynąca z przebitego boku Zbawiciela.

Czas, którego doświadczamy, jest wielką lekcją kruchości ludzkiego życia, ulotności ludzkich planów i zamierzeń, lekcją pokory i świadomości, że człowiek nie jest panem życia i śmierci. To także wezwanie do większej ufności w moc Bożego miłosierdzia i mobilizacja do bycia Jego świadkami. Dziś przychodzimy do łagiewnickiego sanktuarium, by prosić o zmiłowanie nad światem ogarniętym pandemią i nad każdym z nas. Przychodzimy, by z ufnością błagać o dar pokoju i międzyludzkiej solidarności wobec zagrożenia, o otwarte serca i wyobraźnię miłosierdzia, o odwagę mierzenia się z nieznaną przyszłością. Tu, w Łagiewnikach, skąd popłynęło w świat orędzie o nieskończonej miłości Boga, oddajemy miłosiernemu Jezusowi zmarłych i ich bliskich, powierzamy chorych i ich opiekunów, samotnych i zagubionych, płaczących i wątpiących. Prośmy, by Pan obdarzył nas wszystkich darem pokoju i wszystkich nas wyprowadził z zamknięcia ku życiu.


FOT. Klaudia Tarczoń i Aleksandra Małochleb