TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Pozwolić Bogu działać w nas samych

W uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela (24 czerwca 2020 roku) Mszy świętej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach przewodniczył ks. dr Szymon Tracz, wykładowca historii sztuki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II.

- Gdybyśmy zapytali obserwującego niebo w cieniu katedry we Fromborku kanonika warmińskiego Mikołaja Kopernika, jaki jest najważniejszy punkt czasu astronomicznego, ten zapewne wskazałby na przesilenie letnie i zimowe. Nieprzypadkowo zatem podczas pierwszego przesilenia obchodzimy uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, a drugiego uroczystość Narodzenia Pańskiego. Wpisana w tradycję bogata obrzędowość nocy świętojańskiej i nocy wigilijnej podkreśla szczególny moment przejścia pomiędzy dniem i nocą – światłem i ciemnością – mówił w homilii ks. Tracz.Kaznodzieja przypomniał, że ponad dwa tysiące lat temu w Ain Karim urodził się chłopiec, któremu zwyczajowo w ósmym dniu nadano imię. - Nie było to imię jego ojca Zachariasza, jakby chciała tego żydowska tradycja, lecz imię Jan, jakim nazwał go w jerozolimskiej świątyni anioł. Budzące wśród najbliższych krewnych zdziwienie związane z nadanym imieniem, jak również wcześniejsza cudowna zapowiedź narodzenia dziecka, a teraz wspaniały hymn „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, który lud swój nawiedził i wyzwolił” (Łk 1, 68), wyśpiewany w prorockim uniesieniu przez niemego od kilku miesięcy Zachariasza, stanowią zapowiedź niezwykłości misji nowonarodzonego chłopca w historii zbawienia. - powiedział i dodał, że wraz z kolejnymi latami życia św. Jana Chrzciciela będą realizować się słowa proroka Izajasza z pierwszego czytania: „Pan mnie powołał już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie (…) Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą i mocą” (Iz 49, 1-3, 5b). - Jan głosząc chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu, jak dopowiada dziś drugie czytanie z Dziejów Apostolskich, nie tylko przygotował drogę Zbawicielowi wskazując Go nad wodami Jordanu swoim uczniom oraz słuchającym go rzeszom, lecz również zamknął epokę starotestamentalnych proroków. Wraz z jego narodzinami wstaje świt Nowego Testamentu, a wraz z nim najdłuższy dzień w historii świata – dzień zbawienia i odkupienia oraz jaśniejący już teraz na horyzoncie dzień Kościoła. Zaś jego ścięta głowa na misie przez wieki była i jest znakiem ceny, jaką trzeba zapłacić za prawdę – podkreślił kaznodzieja.

Z kolei 630 lata temu, 24 czerwca 1390 roku w Kętach, w niewielkim miasteczku nad Sołą, u podnóża Beskidów urodził się chłopiec, któremu zgodnie ze staropolską tradycją dano imię patrona dnia urodzin – Jana. - Chociaż jego narodzinom nie towarzyszyły nadzwyczajne znaki, to jednak jego życie okazało się wielkie. Św. Jan Kanty – bo o nim mowa – uczony profesor Akademii Krakowskiej przypomina nam, że człowiek nie tworzy prawdy, gdyż ona sama się przed nim odsłania, gdy ją się szuka wytrwale. W ten sposób wyznaczył nową drogę uprawiania nauki umiejętnie łączcząc ją z własną drogą do świętości. Jest to jego recepta na mądrość – zaznaczył ks. Tracz, który dalej mówił, że akademickie poznawanie tajemnic mądrości Boga prowadziło św. Jana z Kęt do nowego rozumienia naznaczonej nędzą duchową i materialną kondycji człowieka. -Św. Jan Kanty uczył się świętości na kolanach, czcząc i adorując zachowany do dziś niewielki obrazek cierpiącego „Chrystusa w studni”, który dla średniowiecza był szczególnym przedstawieniem Miłosierdzia Bożego. Przez modlitwę i czyny dobroci przygotowywał drogę dla kultu Miłosierdzia Bożego, który w kilka wieków później roziskrzy się wspaniałym blaskiem w krakowskich Łagiewnikach przy obrazie „Jezu, ufam Tobie” - przypomniał kaznodzieja.

Sto lat temu u podnóża tych samych Beskidów urodził się w Wadowicach Karol Wojtyła – mówił dalej ks. Tracz. - Kilkadziesiąt lat później zgodnie z wielowiekową tradycją w kaplicy Sykstyńskiej po swoim wyborze na Stolicę Piotrową przyjął imię Jana Pawła II. Dziś do tego imienia coraz częściej dodajemy przydomek Wielki.

Kończąc homilie ks. Tracz powiedział: - Dziś św. Jan Chrzciciel, św. Jan Kanty, św. Jan Paweł Wielki uczą nas jak należy pozwolić Bogu działać w nas samych, aby przez nas mogło uwidaczniać się działanie i moc Boga. Uczą nas jak zdobywając prawdziwą mądrość służąc prawdzie. Tylko wtedy w naszym życiu będzie możliwe przesilenie, pozwalające przejść z nocy grzechu i zła w niekończący się dzień świętości i życia bez końca.

Małgorzata Pabis