TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Daj nam oczy serca

W niedzielę Wniebowstąpienia Pana Jezusa (24 maja 2020 roku) Mszy świętej porannej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia przewodniczył ks. dr Marek Studenski, wikariusz generalny Diecezji Bielsko-Żywieckiej. - Prośmy dzisiaj razem ze św. Pawłem Apostołem: „Ojcze daj nam światłe oczy serca. Wstąpiłeś do Nieba Jezu, ale jesteś z nami. Dziś ta uroczystość, którą przeżywamy, jest uroczystością Twojej obecności. Jesteś z nami. Daj nam oczy serca, abyśmy potrafili zauważyć, że jesteś w każdej najdrobniejszej chwili naszego życia bliżej nas niż nawet myślimy, niż się spodziewamy” - mówił.

W homilii ks. Marek Studenski przypomniał, że w średniowiecznych kościołach pod sklepieniem znajduje się dziwny otwór. - Historycy sztuki potrafią wytłumaczyć jego pochodzenie. Był zwyczaj, że w dniu Wniebowstąpienia Pana Jezusa wciągano na linach w górę figurę zmartwychwstałego. Ta figura z trzaskiem, z szumem unosiła się ku sklepieniu, a potem znikała ponad sklepieniem i otwór się zamykał. Jezus znikał z oczu obecnych na Mszy świętej. W ten sposób, obrazowo, pokazywano tajemnicę wniebowstąpienia. Była to taka swoista Biblia pauperum. Ale ten obraz, mimo że jest bardzo piękny i przemawiając do serca, nie jest do końca prawdziwy, bo Jezus po wstąpieniu do nieba nie zniknął. Mało tego, paradoks dzisiejszego święta polega na tym, że ono nie mówi o odejściu Jezusa, zniknięcia Jezusa z naszego życia, ale mówi o tym, że Jezus jest obecny. Obecny w każdej najdrobniejszej chwili naszej egzystencji: „A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” - mówił i dodawał, że niektórzy mogą Pana Jezusa nie widzieć. Przychodzą do kapłanów i mówią: „ja nie doświadczam Jezusa w moim życiu. Tak bym chciał, żeby czuć, że On jest blisko mnie, a jakoś Go nie widzę”.

- Z pomocą przychodzi nam dzisiaj św. Paweł Apostoł. W Liście do Efezjan prosi Ojca, aby dał nam taki narząd, który pozwoli zobaczyć nam Pana Jezusa właśnie w każdym momencie naszego życia. Prosi Ojca, by nam dał światłe oczy serca. Patrzymy nieraz tylko i wyłącznie wzrokiem fizycznym. Już Antoine de Saint-Exupéry powiedział, że to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Te światłe oczy serca oświecone wiarą pozwolą nam dostrzec Jezusa w każdym momencie naszego życia. Człowiek, który ma oświecone wiarą oczy serca - jak mówi św. Paweł - pozna na czym polega przeogromna moc działania Pana Boga w naszym życiu. Ta moc działania Pana Boga objawia się nie tylko wtedy gdy jest nam dobrze, gdy wszystko idzie po naszej myśli, ale możemy ją odczuć zwłaszcza wtedy kiedy dzieje się źle – podkreślił.

Kaznodzieja opowiedział o spotkaniu z rodziną hospicyjną, w której żona i syn tracili męża i ojca. Jak mówił, w rozmowie z nimi usłyszał, że czas choroby tego mężczyzny był dla nich czasem zbawiennym, to były swego rodzaju rekolekcje. -Popatrzymy, w tak trudnej sytuacji jaką jest ciężka choroba, ci ludzie nie tylko nie stracili z pola widzenia Jezusa, ale dzięki pomocy hospicjum, wolontariuszy, księdza kapelana hospicjum odkryli Jezusa w swojej rodzinie. A więc to, co mogło być dla nich jakąś klęską, stało się szansą – powiedział i dodał: - Przeżywamy wszyscy czas epidemii i widzimy również, że ten trudny czas również dla wielu stał się szansą. Mimo całej dramaturgii tego, co przeżywamy, popatrzymy ilu ludzi się do siebie zbliżyło. Ilu ludzi mówi: „dzięki temu, że jesteśmy teraz dłużej w domu, mamy wreszcie czas, żeby porozmawiać. Mamy czas, żeby się pomodlić”. A więc w tej trudnej sytuacji odkrywamy, że Pan jest z nami, że Jezus jest w naszym życiu.

Wikariusz generalny Diecezji Bielsko-Żywieckiej wspomniał także Sługę Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. - Popatrzcie, komuniści chcieli go odseparować od wiernych. Aż w pięciu miejscach internowania był przetrzymywany. Oddzielono go od parafii. Nie mógł wizytować, nie mógł sprawować Sakramentu Bierzmowania. I ktoś by się mógł całkowicie zamknąć, zapytać: gdzie jest Pan Bóg? Powołał mnie do służby w Kościele powołał do biskupstwa, a teraz nie mogę tego realizować... Ale Sługa Boży, wkrótce błogosławiony Kardynał Stefan Wyszyński pomyślał inaczej: jak odkryć wolę Pana Boga w tej sytuacji? Doświadczył obecności Jezusa w swoim życiu. Właśnie tam, w tym miejsca internowania - w Prudniku i w Komańczy - obmyślił jak uratować naród polski. Moi kochani, wiemy, że konstytucja stalinowska była tylko konstytucją na piśmie. Prawdziwą konstytucją Polaków były Jasnogórskie Śluby Narodu, które właśnie Prymas w dwóch miejscach internowania ułożył. Ta myśl mu przyszła właśnie dlatego, że miał dużo czasu. Właśnie dlatego że nie musiał bierzmować i wizytować diecezjan, mógł myśleć, co zrobić dla całej Polski. Komuniści nie tylko zostali przez Pana Boga pokonani, ale przeogromna moc Bożego działania polega na tym, że Pan Bóg potrafi jak gdyby zaprząc nawet swoich przeciwników do swojego rydwanu. I nawet przeciwnicy działają na korzyść Pana Boga. I w tych pięciu miejscach internowania Prymas Polski przygotowuje Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego, przygotowuje Wielką Nowennę przed Milenium chrztu Polski. Widział jak ludzie tęsknią za Matką Bożą, więc wpada na pomysł, żeby to Matka Boża nawiedzała parafie. Od tego czasu trwa peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Polsce. To, co mogło być końcem wszystkiego, to co mogło sparaliżować Prymasa, stało się szansą, bo odkrył obecność Boga w tej trudnej sytuacji. To stało się dla niego atutem, bo czas, który miał, a miał go bardzo wiele, potrafił tak spożytkować, że dzięki temu może dzisiaj w Polsce jesteśmy przy Panu Bogu, nie tak jak u naszych sąsiadów na południu czy na wschodzie. Nie udało się Polaków oderwać od Boga – zauważył.

Kaznodzieja mówił także o męczennikach, wspomniał, że Diecezja Bielsko-Żywiecka przeżywa czterechsetną rocznicę śmierci św. Jana Sarkandra. - To był kapłan, który żył w czasie wojny trzydziestoletniej. Był zmuszany przez prześladowców, żeby zdradzić tajemnicę spowiedzi – spowiadał się u niego wielkorządca Moraw, to była sprawa polityczna, wojskowa. Nie będę opisywał tutaj tortur, jakim został poddany. Miał powyłamywane ręce ze stawów, więc językiem przewracał kartki brewiarza w więzieniu, żeby się modlić. Nie zdradził tajemnicy spowiedzi. Wytrwał do końca – powiedział.

Przywołując opowiadanie Hansa Christiana Andersena „Bałwan ze śniegu”, kapłan podsumowywał: - To proste opowiadanie, w sposób bardzo trafny pokazuje na czym polega tajemnica męczeństwa – człowiek jest stworzony przez Boga i tęskni za zjednoczeniem z Bogiem. Nawet gdyby ziemskie powłoki, te zewnętrzne miały „stopnieć”, to taką cenę można zapłacić, bo tęsknota za Bogiem jest większa. „Stworzyłeś nas Panie, należymy do Ciebie” - mówi św. Augustyn. „I tak długo niespokojne będzie nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Małgorzata Pabis

Publikujemy pełną treść homilii ks. Marka Studenskiego

Drodzy Bracia i Siostry

W średniowiecznych kościołach pod sklepieniem znajduje się dziwny otwór. Historycy sztuki potrafią wytłumaczyć jego pochodzenie. Był zwyczaj, że w dniu Wniebowstąpienia Pana Jezusa wciągano na linach w górę figurę zmartwychwstałego. Ta figura z trzaskiem, z szumem unosiła się ku sklepieniu, a potem znikała ponad sklepieniem i otwór się zamykał. Jezus znikał z oczu obecnych na Mszy świętej. W ten sposób, obrazowo, pokazywano tajemnicę wniebowstąpienia. Była to taka swoista Biblia pauperum. Ale ten obraz, mimo że jest bardzo piękny i przemawiając do serca, nie jest do końca prawdziwy, bo Jezus po wstąpieniu do nieba nie zniknął. Mało tego, paradoks dzisiejszego święta polega na tym, że ono nie mówi o odejściu Jezusa, zniknięcia Jezusa z naszego życia, ale mówi o tym, że Jezus jest obecny. Obecny w każdej najdrobniejszej chwili naszej egzystencji: „ A oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”.

Trzeba jednak przyznać, że niektórzy mogą Pana Jezusa nie widzieć. Rozmawiamy z naszymi braćmi i siostrami i nieraz słyszymy skargę: „ja nie doświadczam Jezusa w moim życiu. Tak bym chciał, żeby czuć, że On jest blisko mnie, a jakoś Go nie widzę”.

Moi kochani, z pomocą przychodzi nam dzisiaj św. Paweł Apostoł. W Liście do Efezjan prosi Ojca, aby dał nam taki narząd, który pozwoli zobaczyć nam Pana Jezusa właśnie w każdym momencie naszego życia. Prosi Ojca, by nam dał światłe oczy serca. Patrzymy nieraz tylko i wyłącznie wzrokiem fizycznym. Już Antoine de Saint-Exupéry powiedział, że to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Te światłe oczy serca oświecone wiarą pozwolą nam dostrzec Jezusa w każdym momencie naszego życia. Człowiek, który ma oświecone wiarą oczy serca - jak mówi św. Paweł - pozna na czym polega przeogromna moc działania Pana Boga w naszym życiu. Ta moc działania Pana Boga objawia się nie tylko wtedy gdy jest nam dobrze, gdy wszystko idzie po naszej myśli, ale możemy ją odczuć zwłaszcza wtedy kiedy dzieje się źle.

Byłem kiedyś na spotkaniu rodzin hospicyjnych. Na przeciwko mnie siedział już taki dorastający chłopak ze swoją mamą. Okazało się, że stracili tatę i męża. Kiedy rozpoznano chorobę nowotworową było już za późno. Można było tylko pomóc w taki sposób paliatywny temu człowiekowi. W rozmowie z tą rodziną usłyszałem, że czas choroby tego ojca, męża był dla nich czasem zbawiennym. „Przeżyliśmy swego rodzaju rekolekcje. Tata „był już jedną nogą” poza rodziną. Być może gdyby nie ta choroba, to rodzina by się rozpadła, ale w czasie przeżywania wspólnego tej choroby odkryliśmy na czym polega miłość w rodzinie”. Ten syn mówi: „Proszę księdza ja doświadczyłem, że mam tatę. Ten tata odchodził z lekkim sercem. To były takie rekolekcje dla całej naszej rodziny”. Popatrzymy, w tak trudnej sytuacji jaką jest ciężka choroba, ci ludzie nie tylko nie stracili z pola widzenia Jezusa, ale dzięki pomocy hospicjum, wolontariuszy, księdza kapelana hospicjum odkryli Jezusa w swojej rodzinie. A więc to, co mogło być dla nich jakąś klęską, stało się szansą.

Przeżywamy wszyscy czas epidemii i widzimy również, że ten trudny czas również dla wielu stał się szansą. Mimo całej dramaturgii tego, co przeżywamy, popatrzymy ilu ludzi się do siebie zbliżyło. Ilu ludzi mówi: „dzięki temu, że jesteśmy teraz dłużej w domu, mamy wreszcie czas, żeby porozmawiać. Mamy czas, żeby się pomodlić”. A więc w tej trudnej sytuacji odkrywamy, że Pan jest z nami, że Jezus jest w naszym życiu.

W naszej diecezji bielsko-żywieckiej szukaliśmy sposobu jak dotrzeć do wiernych. Nie byliśmy odkrywcami, że trzeba dotrzeć drogą on-line. Ja po raz pierwszy po 25 latach kapłaństwa uczestniczyłem w rekolekcjach on-line. Nigdy bym tego nie zrobił wcześniej. Mieliśmy akcję promocji Pisma Świętego. Teraz dzięki temu, owszem jest tęsknota za Kościołem, ale ilu ludzi, którzy by może do Kościoła nie przyszło, właśnie poprzez Internet, że gdzieś przypadkowo trafią na taką stronę, włączą sobie rekolekcje, mają szansę wsłuchać się w Słowo Boże. A więc jest to również czas odkrywania szans. Czas szans, których by nie było. Trzeba tylko zaprosić Jezusa do działania w życiu i odkryjemy na czym polega przeogromna moc Pana Boga, która się objawia we wszystkich sytuacjach naszego życia. Bóg, z tymi którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.

Czekamy ciągle na beatyfikację Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Została, jak wiemy przełożona. Popatrzcie, komuniści chcieli go odseparować od wiernych. Aż w pięciu miejscach internowania był przetrzymywany. Oddzielono go od parafii. Nie mógł wizytować, nie mógł sprawować Sakramentu Bierzmowania. I ktoś by się mógł całkowicie zamknąć, zapytać: gdzie jest Pan Bóg? Powołał mnie do służby w Kościele powołał do biskupstwa, a teraz nie mogę tego realizować...

Ale Sługa Boży, wkrótce błogosławiony Kardynał Stefan Wyszyński pomyślał inaczej: jak odkryć wolę Pana Boga w tej sytuacji? Doświadczył obecności Jezusa w swoim życiu. Właśnie tam, w tym miejsca internowania - w Prudniku i w Komańczy - obmyślił jak uratować naród polski. Moi kochani, wiemy, że konstytucja stalinowska była tylko konstytucją na piśmie. Prawdziwą konstytucją Polaków były Jasnogórskie Śluby Narodu, które właśnie Prymas w dwóch miejscach internowania ułożył. Ta myśl mu przyszła właśnie dlatego, że miał dużo czasu. Właśnie dlatego że nie musiał bierzmować i wizytować diecezjan, mógł myśleć, co zrobić dla całej Polski. Komuniści nie tylko zostali przez Pana Boga pokonani, ale przeogromna moc Bożego działania polega na tym, że Pan Bóg potrafi jak gdyby zaprząc nawet swoich przeciwników do swojego rydwanu. I nawet przeciwnicy działają na korzyść Pana Boga. I w tych pięciu miejscach internowania Prymas Polski przygotowuje Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego, przygotowuje Wielką Nowennę przed Milenium chrztu Polski. Widział jak ludzie tęsknią za Matką Bożą, więc wpada na pomysł, żeby to Matka Boża nawiedzała parafie. Od tego czasu trwa peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w Polsce. To, co mogło być końcem wszystkiego, to co mogło sparaliżować Prymasa, stało się szansą, bo odkrył obecność Boga w tej trudnej sytuacji. To stało się dla niego atutem, bo czas, który miał, a miał go bardzo wiele, potrafił tak spożytkować, że dzięki temu może dzisiaj w Polsce jesteśmy przy Panu Bogu, nie tak jak u naszych sąsiadów na południu czy na wschodzie. Nie udało się Polaków oderwać od Boga.

Moi kochani! Te oczy serca, o których mówi św. Paweł pozwalają nam również zobaczyć na czym polega nadzieja, do której on wzywa. Czym jest nasza nadzieja? Takim fenomenem są męczennicy. Przeżywamy w naszej diecezji czterechsetną rocznicę śmierci św. Jana Sarkandra. To był kapłan, który żył w czasie wojny trzydziestoletniej. Był zmuszany przez prześladowców, żeby zdradzić tajemnicę spowiedzi – spowiadał się u niego wielkorządca Moraw, to była sprawa polityczna, wojskowa. Nie będę opisywał tutaj tortur, jakim został poddany. Miał powyłamywane ręce ze stawów, więc językiem przewracał kartki brewiarza w więzieniu, żeby się modlić. Nie zdradził tajemnicy spowiedzi. Wytrwał do końca. Co roku na wzgórzu Kaplicówka w Skoczowie, w tym miejscu, w którym się urodził Jan Sarkander, w naszej diecezji ma miejsce procesja z relikwiami tego Świętego. W tym roku, niestety, będzie w inny sposób, równie może głęboko przeżywana.

Ale moi kochani popatrzcie, męczennicy pokładali swoją nadzieję w Niebie, w Bogu. Jest takie piękne opowiadanie Hansa Christiana Andersena pt. „Bałwan ze śniegu”. Kapitalnie pokazuje na czym polega ten fenomen tęsknoty za Bogiem, tęsknoty duchowej silniejszej niż potrzeba przeżycia. Otóż, Andersen mówi o tym, że na podwórzu dzieci ulepiły bałwana z trzech kul śniegowych. Stał na środku podwórza, obserwował co się dzieje wokół niego, kamienicę, która była naprzeciwko, a ze szczególnym upodobaniem, ze szczególną miłością, patrzył w jedno z okien, a tam pociągał go piec. W tym pokoju, w rozświetlonym pomieszczeniu był duży piec, rozżarzony, ogrzewający całe mieszkanie.

Im dłużej ten bałwan wpatrywał się w ten piec, tym bardziej za nim tęsknił. Przychodzące zwierzęta dziwiły się, jak to możliwe, że bałwan ze śniegu tęskni za piecem. Przecież to jego śmierć, jego koniec, przecież się roztopi. Sam bałwan nie wiedział dlaczego ten piec go tak przyciąga. Im dłużej się w niego wpatrywał, im dłużej go obserwował, tym bardziej za nim tęsknił. Czuł, że aż coś z radości w nim drży od wewnątrz. Tajemnica wyjaśniła się dopiero, gdy pojawiło się pierwsze wiosenne słońce i bałwan zaczął topnieć.

Okazało się, że dzieci, które ulepiły tego bałwana, jako spoiwa do jego kręgosłupa scalającego trzy kule śniegowe użyły pogrzebacza do rozpalania pieca. Mało kto ma dziś piec na węgiel, ale wiemy, że jak ktoś ma, używa pogrzebacza, żeby dobrze rozżarzyć węgielki. Duszą tego bałwana był pogrzebacz i dlatego tak myślał o piecu. Tak bardzo cieszył się na samą myśl o tym, że może zjednoczyć się z ciepłem tego pieca. Moi kochani, to proste opowiadanie, w sposób bardzo trafny pokazuje na czym polega tajemnica męczeństwa – człowiek jest stworzony przez Boga i tęskni za zjednoczeniem z Bogiem. Nawet gdyby ziemskie powłoki, te zewnętrzne miały „stopnieć”, to taką cenę można zapłacić, bo tęsknota za Bogiem jest większa. „Stworzyłeś nas Panie, należymy do Ciebie” - mówi św. Augustyn. „I tak długo niespokojne będzie nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie”.

Moi kochani! Prośmy dzisiaj razem ze św. Pawłem Apostołem: „Ojcze daj nam światłe oczy serca. Wstąpiłeś do Nieba Jezu, ale jesteś z nami. Dziś ta uroczystość, którą przeżywamy, jest uroczystością Twojej obecności. Jesteś z nami. Daj nam oczy serca, abyśmy potrafili zauważyć, że jesteś w każdej najdrobniejszej chwili naszego życia bliżej nas niż nawet myślimy, niż się spodziewamy. Amen.