TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Starajmy się naśladować św. Jana Pawła II

Ks. infułat Bronisław Fidelus, emerytowany proboszcz Parafii Mariackiej w Krakowie w czasie Mszy świętej sprawowanej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia (23 maja 2020 roku) modlił się o miłosierdzie Boże dla nas wszystkich w czasie przeżywanej epidemii.

W homilii ks. Fidelus dał piękne świadectwo o św. Janie Pawle II, jako człowieku modlitwy. Jako kleryk słuchał wykładów prof. Karola Wojtyły, następnie przez dziesięć lat pracował w kancelarii Kardynała w kurii, a po wyborze na papieża kilka razy w roku był w Watykanie, a także organizował pielgrzymki Jana Pawła II do Krakowa. - Będąc blisko Świętego obserwowałem jego codzienne życie, jako człowieka modlitwy – wyjaśnił.

Kiedy była przerwa w wykładach profesorowie szli do swojego pokoju, by tam chwilkę odpocząć – mówił ks. infułat Fidelus. - Prof. Wojtyła zawsze udawał się do kaplicy i całą przerwę modlił się. Miła zwyczaj w Wielkim Poście, w każdy piątek, odprawiać w krakowskim seminarium duchownym drogę krzyżową umieszczoną na jednym z korytarzy. Był to wielki przykład dla nas kleryków. To nas bardzo budowało. Jako arcybiskup krakowski miał zwyczaj codziennie pomiędzy godziną 9 a 11 modlić się i pracować w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Tam miał klęcznik i mały stolik. To był czas całkowitego wyłączenia się od innych, nawet bardzo ważnych spraw. W ciągu tych dziesięciu lat pozwoliłem sobie tylko dwa razy wejść i przeszkodzić w modlitwie, bo była bardzo ważna sprawa do załatwienia – dodawał.

Kapłan wspominał, że w czasie wspólnych wycieczek Karol Wojtyła zawsze miał zwyczaj w pewnym momencie oddalać się od grupy na samotną modlitwę. Wiele ważnych spraw zawierzał Matce Bożej Kalwaryjskiej – udawał się do Niej na modlitwę, o czym wspominał w czasie pielgrzymki do Kalwarii.

- Jako papież, w czasie jednej z pielgrzymek o godz. 10 św. Jan Paweł II miał odprawiać nabożeństwo na Błoniach. Kilku nas księży, organizatorów nabożeństwa, umówiliśmy się, że my odprawimy Mszę św. o godz. 6 rano w Kaplicy Arcybiskupów, tam gdzie mieszkał papież. Następnie mieliśmy iść na Błonia przygotować całą liturgię. Przyszliśmy kilka minut przed godziną szóstą do kaplicy i jakież było nasze zdziwienie, kiedy zauważyliśmy Ojca Świętego klęczącego w ławce i skupionego na modlitwie. W programie pielgrzymki z 2002 roku była osobista prośba Papieża, by mógł się pomodlić przy relikwiach św. Stanisława w katedrze, którego bardzo czcił. Powstał problem co w tym czasie prywatnej modlitwy zrobić, jaką dać oprawę. Padały różne głosy: może zaśpiewa chór, może muzyka organowa, a może nasza wspólna modlitwa osób towarzyszących. Padła jednak propozycja – będzie cisza. W niej możemy się łączyć z modlącym się Papieżem. Było pytanie, czy to nie będzie zbyt nudne, nie interesujące dla wszystkich oglądających ceremonię w programie telewizyjnym. Przeważyła decyzja – modlitwa będzie w ciszy. I ta modlitwa w ciszy, przedłużona nawet przez Papieża, wywarła na wiernych wielkie wrażenie. Taka była ocena tej modlitwy po pielgrzymce przez wielu jej uczestników i organizatorów.

Nic też dziwnego, że ktokolwiek się z Nim zetknął, nawet ludzie niewierzący, odczuwali jakąś wewnętrzną emanację ducha, która nie pozwoliła długo, a może w ogóle zapomnieć o takim spotkaniu, które po latach, a nawet do dziś, oddziaływuje na tych, którzy osobiście się spotkali, rozmawiali, dyskutowali ze św. Janem Pawłem II – opowiadał ks. Fidelus, podkreślając, że Karol Wojtyła czerpał wzór od swojego ojca, którego nieraz widział modlącego się w nocy, czerpał od krawca Tyranowskiego, wprowadzającego młodego Karola w dzieła mistyczne św. Jana od Krzyża. - Sam czerpał tu w Łagiewnikach, w czasie okupacji, modląc się jako robotnik do Jezusa Miłosiernego, jak wspominał Papież w czasie wizyty tutaj w czasie głoszenia orędzie Bożego Miłosierdzia. Duch modlitwy dawał Papieżowi siły w momentach bardzo trudnych w czasie całego pontyfikatu. Był bardzo pogodny i otwarty na drugiego człowieka, jego problemy. To była Jego wielkość, spokój duchowy, wypływający z bliskości Boga, Chrystusa Miłosiernego.

Nam daleko do świętości. Do takiego ducha modlitwy i bliskości Boga. Starajmy się jednak naśladować św. Jana Pawła II – zachęcał wiernych kaznodzieja.

Małgorzata Pabis

Publikujemy pełną treść homilii ks. Bronisława Fidelusa

Na początku tego tygodnia – w poniedziałek – dziękowaliśmy Panu Bogu, szczególnie my w Polsce, za dar życia św. Jana Pawła II, w nawiązaniu do stuletniej rocznicy jego urodzin. W tym dniu nie było codziennej transmisji z Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, w którym się teraz obecnie modlimy my tu obecni, a także wierni w swoich domach, dzięki środkom masowego przekazu. W tym dniu Mszę świętą o godz. 7 odprawił w Bazylice św. Piotra przy grobie św. Jana Pawła II Ojciec Święty Franciszek. W homilii na samym początku wymienił trzy najważniejsze cnoty, którymi odznaczał się nasz Papież. Nazwał się Jana Pawła II człowiekiem modlitwy, człowiekiem bliskości wiernych - pasterzem ludu i człowiekiem sprawiedliwości, ale powiązanej z miłosierdziem.

Niech mi będzie wolno w dzisiejszej homilii nawiązać do osoby Świętego, jako człowieka modlitwy. Niech kilka przykładów jego gorliwej modlitwy, której byłem świadkiem, zachęci nas do powiązania naszego codziennego życia, nieraz bardzo zabieganego, z modlitwą, byśmy codziennie mieli na nią czas, pomimo wielu naszych zajęć

Jako kleryk słuchałem wykładów prof. Karola Wojtyły, następnie przez dziesięć lat pracowałem w kancelarii Kardynała w kurii, a po wyborze na papieża kilka razy w roku byłem w Watykanie, a także jednym z organizatorów czterech pierwszych pielgrzymek do Krakowa. Będąc blisko Świętego obserwowałem jego codzienne życie, jako człowieka modlitwy.

Za czasów kleryckich. Kiedy była przerwa w wykładach profesorowie szli do swojego pokoju, by tam chwilkę odpocząć. Prof. Wojtyła zawsze udawał się do kaplicy i całą przerwę modlił się. Miła zwyczaj w Wielkim Poście, w każdy piątek, odprawiać w krakowskim seminarium duchownym drogę krzyżową umieszczoną na jednym z korytarzy. Był to wielki przykład dla nas kleryków. To nas bardzo budowało.

Jako arcybiskup krakowski miał zwyczaj codziennie pomiędzy godziną 9 a 11 modlić się i pracować w kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. Tam miał klęcznik i mały stolik. To był czas całkowitego wyłączenia się od innych, nawet bardzo ważnych spraw. W ciągu tych dziesięciu lat pozwoliłem sobie tylko dwa razy wejść i przeszkodzić w modlitwie, bo była bardzo ważna sprawa do załatwienia.

W czasie wspólnych wycieczek zawsze miał zwyczaj w pewnym momencie oddalać się od grupy na samotną modlitwę. Wiele ważnych spraw zawierzał Matce Bożej Kalwaryjskiej – udawał się do Niej na modlitwę, o czym wspominał w czasie pielgrzymki do Kalwarii.

Jako papież, w czasie jednej z pielgrzymek o godz. 10 św. Jan Paweł II miał odprawiać nabożeństwo na Błoniach. Kilku nas księży, organizatorów nabożeństwa, umówiliśmy się, że my odprawimy Mszę św. o godz. 6 rano w Kaplicy Arcybiskupów, tam gdzie mieszkał papież. Następnie mieliśmy iść na Błonia przygotować całą liturgię. Przyszliśmy kilka minut przed godziną szóstą do kaplicy i jakież było nasze zdziwienie, kiedy zauważyliśmy Ojca Świętego klęczącego w ławce i skupionego na modlitwie. W programie pielgrzymki z 2002 roku była osobista prośba Papieża, by mógł się pomodlić przy relikwiach św. Stanisława w katedrze, którego bardzo czcił. Powstał problem co w tym czasie prywatnej modlitwy zrobić, jaką dać oprawę. Padały różne głosy: może zaśpiewa chór, może muzyka organowa, a może nasza wspólna modlitwa osób towarzyszących. Padła jednak propozycja – będzie cisza. W niej możemy się łączyć z modlącym się Papieżem. Było pytanie, czy to nie będzie zbyt nudne, nie interesujące dla wszystkich oglądających ceremonię w programie telewizyjnym. Przeważyła decyzja – modlitwa będzie w ciszy. I ta modlitwa w ciszy, przedłużona nawet przez Papieża, wywarła na wiernych wielkie wrażenie. Taka była ocena tej modlitwy po pielgrzymce przez wielu jej uczestników i organizatorów.

Nic też dziwnego, że ktokolwiek się z Nim zetknął, nawet ludzie niewierzący, odczuwali jakąś wewnętrzną emanację ducha, która nie pozwoliła długo, a może w ogóle zapomnieć o takim spotkaniu, które po latach, a nawet do dziś, oddziaływuje na tych, którzy osobiście się spotkali, rozmawiali, dyskutowali ze św. Janem Pawłem II.

Czerpał wzór od swojego ojca, którego nieraz widział modlącego się w nocy, czerpał od krawca Tyranowskiego, wprowadzającego młodego Karola w dzieła mistyczne św. Jana od Krzyża. Sam czerpał tu w Łagiewnikach, w czasie okupacji, modląc się jako robotnik do Jezusa Miłosiernego, jak wspominał Papież w czasie wizyty tutaj w czasie głoszenia orędzie Bożego Miłosierdzia.

Duch modlitwy dawał Papieżowi siły w momentach bardzo trudnych w czasie całego pontyfikatu. Był bardzo pogodny i otwarty na drugiego człowieka, jego problemy. To była Jego wielkość, spokój duchowy, wypływający z bliskości Boga, Chrystusa Miłosiernego.

Nam daleko do świętości. Do takiego ducha modlitwy i bliskości Boga. Starajmy się jednak naśladować św. Jana Pawła II. Dopilnujmy w naszym życiu codziennym modlitwy, pomimo zabiegania, pomimo tych obecnie tak dla nas trudnych dni. Miejmy czas na ciszę modlitewną, nie tylko w naszych świątyniach, ale i w domach. I całą naszą ufność pokładajmy w Jezusie Miłosiernym. Jezu, ufam Tobie.