TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Maryja – Matka nadziei

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski (2 maja 2020 roku) Mszy świętej w Sanktuarium w Łagiewnikach przewodniczył bp Damian Muskus. - Gdy rozpada się świat, jaki znaliśmy, trzeba szukać fundamentów nadziei. Maryja stojąca pod krzyżem jest Matką nadziei – powiedział.

W homilii bp Muskus zauważył, że pobożność maryjna od wieków wpisana jest w polską duszę, a wyraża się ona w pieśniach, modlitwach, pielgrzymkach, bogatych tradycjach, czy uroczystych przyrzeczeniach i aktach zawierzenia.

- Historia Polski zna wiele takich aktów oddania się Maryi. Tym, o którym historia szczególnie pamięta dokonał się 1 kwietnia 1656 roku w katedrze lwowskiej, przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej. Później w ważnych momentach życia narodu ponawiano ślubowania, wierząc, że Polska, jako Królestwo Maryi z Jej pomocą przetrwa trudne czasy i odrodzi się na nowo – mówił i dodawał, że z wielką wiarą w skuteczność Jej wstawiennictwa patrzymy na Maryję i dziś.

Biskup pomocniczy Archidiecezji Krakowskiej podkreślał, że w dziejach naszego narodu ukryta mądrość, która każe w chwilach największych prób oddawać się w opiekę Maryi. - Jak Jan bierzemy Ją do siebie, zwłaszcza wtedy, gdy czujemy się zagrożeni i bezradni. Czy jednak rozumiemy, co to właściwie oznacza – w godzinie próby wziąć Maryję do siebie, uznać Ją za Królową i Matkę? Gdy rozpada się świat, jaki znaliśmy, trzeba szukać fundamentów nadziei. Maryja stojąca pod krzyżem jest Matką nadziei. Maryja jest Matką nadziei, bo nie pozwoliła, by rozpacz ograniczyła Jej horyzonty. Matczynym sercem czuła, że śmierć Jej Syna nie jest kresem. Jest Matką nadziei o horyzontach ponad doczesność, bo doświadczyła zwycięstwa życia. Horyzontem Jej miłości do Jezusa nie był grób i strata, żałoba i łzy, ale zmartwychwstanie i radość, pokój serca i światło, które rozprasza mrok. Dziś Maryja wskazuje ten horyzont nadziei wszystkim udręczonym lękiem, samotnością, krzyżem izolacji, poczuciem braku bezpieczeństwa – powiedział.

Kaznodzieja mówił dalej, że Maryja jest Matką nadziei, bo miłość była Jej oddechem. Nadzieja nie rodzi się sama z siebie. Ona kiełkuje dzięki sile miłości. Człowiek, który nie kocha, traci zdolność budzenia nadziei w sobie i w innych. Jeśli chcemy żyć nadzieją, czyli stale słyszeć w sercu taki szept, który mówi: "jutro będzie lepiej", musimy wpierw pozwolić opanować się miłości. Miłości, która «we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma». Miłości, która swe źródło ma w Ukrzyżowanym. Maryja jest Matką nadziei, bo obcy był Jej egoizm. Obce Jej było zapatrzenie się w siebie. Centrum Jej życia stanowił sam Bóg. Wszystkie decyzje i wybory konfrontowane były z wolą Najwyższego. Nic nie wypływało z jej zachcianek i z troski o siebie. W boskiej szkole uczyła się żyć dla innych. Mimo błogosławionego stanu śpiesznie udała się do krewnej Elżbiety, by nieść jej pomoc w ostatnich miesiącach oczekiwania na potomka. Jej uwadze nie umknęły też trudności związane z organizacją wesela w Kanie Galilejskiej. Szybko podjęła interwencję u Syna by zaradził brakom, które mogły skraść radość młodej parze. Być dla Jezusa i bliźnich to motto całego życia Maryi – podkreślił.

Kończąc homilię bp Muskus zachęcał, byśmy oddawali w ręce ukochanej Matki i Królowej czas próby, który przeżywamy. - Obyśmy wyszli z niego umocnieni nadzieją, wrażliwsi na drugiego człowieka, bardziej odpowiedzialni za dobro ojczyzny, troszczący się o wspólnotę Kościoła, solidarni z potrzebującymi i oddani Bogu bez reszty – powiedział.

Małgorzata Pabis

Publikujemy homilię bp. Damiana Muskusa

Pobożność maryjna od wieków wpisana jest w polską duszę. Wyraża się ona w pieśniach, modlitwach, pielgrzymkach, bogatych tradycjach, czy uroczystych przyrzeczeniach i aktach zawierzenia.

Historia Polski zna wiele takich aktów oddania się Maryi. Tym, o którym historia szczególnie pamięta dokonał się 1 IV 1656 roku w katedrze lwowskiej, przed cudownym wizerunkiem Matki Bożej Łaskawej. Później w ważnych momentach życia narodu ponawiano ślubowania, wierząc, że Polska, jako Królestwo Maryi z Jej pomocą przetrwa trudne czasy i odrodzi się na nowo.

Z wielką wiarą w skuteczność Jej wstawiennictwa patrzymy na Maryję i dziś. Ewangelia, którą przed chwilą słyszeliśmy opisuje Jej obecność Kalwarii. To tam Matka Bożego Syna przeżyła najtrudniejszą godzinę swojego życia. Jednak Jej wierność Bogu nie została zachwiana. Sprawdziła się w godzinie próby.

Wierność, nie pozwoliła Jej popaść w rozpacz. Ta sama wierność zatrzymała Ją na Golgocie. Pozostała pod krzyżem zatroskana i wierna. Jej postawa to wzór dla tych, którzy przeżywają swój czas kryzysu, dla tych, którzy czują że tracą wszystko co kochają, dla tych, w których umiera nadzieja.

Jest w dziejach naszego narodu ukryta mądrość, która każe w chwilach największych prób oddawać się w opiekę Maryi. Jak Jan bierzemy Ją do siebie, zwłaszcza wtedy, gdy czujemy się zagrożeni i bezradni. Czy jednak rozumiemy, co to właściwie oznacza – w godzinie próby wziąć Maryję do siebie, uznać Ją za Królową i Matkę?

Gdy rozpada się świat, jaki znaliśmy, trzeba szukać fundamentów nadziei. Maryja stojąca pod krzyżem jest Matką nadziei.

Maryja jest Matką nadziei, bo nie pozwoliła by rozpacz ograniczyła Jej horyzonty. Matczynym sercem czuła, że śmierć Jej Syna nie jest kresem. Jest Matką nadziei o horyzontach ponad doczesność, bo doświadczyła zwycięstwa życia. Horyzontem Jej miłości do Jezusa nie był grób i strata, żałoba i łzy, ale zmartwychwstanie i radość, pokój serca i światło, które rozprasza mrok. Dziś Maryja wskazuje ten horyzont nadziei wszystkim udręczonym lękiem, samotnością, krzyżem izolacji, poczuciem braku bezpieczeństwa.

Maryja jest Matką nadziei, bo miłość była Jej oddechem. Nadzieja nie rodzi się sama z siebie. Ona kiełkuje dzięki sile miłości. Człowiek, który nie kocha, traci zdolność budzenia nadziei w sobie i w innych. Jeśli chcemy żyć nadzieją, czyli stale słyszeć w sercu taki szept, który mówi: "jutro będzie lepiej", musimy wpierw pozwolić opanować się miłości. Miłości, która «we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma» (1 Kor 13, 7). Miłości, która swe źródło ma w Ukrzyżowanym.

Maryja jest Matką nadziei, bo obcy był Jej egoizm. Obce Jej było zapatrzenie się w siebie. Centrum Jej życia stanowił sam Bóg. Wszystkie decyzje i wybory konfrontowane były z wolą Najwyższego. Nic nie wypływało z jej zachcianek i z troski o siebie. W boskiej szkole uczyła się żyć dla innych. Mimo błogosławionego stanu śpiesznie udała się do krewnej Elżbiety, by nieść jej pomoc w ostatnich miesiącach oczekiwania na potomka. Jej uwadze nie umknęły też trudności związane z organizacją wesela w Kanie Galilejskiej. Szybko podjęła interwencję u Syna by zaradził brakom, które mogły skraść radość młodej parze. Być dla Jezusa i bliźnich to motto całego życia Maryi.

Dziś w Ewangelii usłyszeliśmy słowa Jezusa skierowane do Jana "Ecce Mater tua" - „Oto Matka twoja”. W istocie są to słowa skierowane do każdego z nas. Posłuszni woli Jezusa z radością zapraszamy Maryję do naszego życia i pragniemy by była blisko naszych spraw. Trzeba nam jednak pamiętać, że to zaproszenie zobowiązuje. Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy, każe nam szukać źródeł nadziei dla siebie i świata. Jest też wołaniem o naśladowanie Maryi w Jej wierności Bogu do końca.

Dziś, gdy wokół nas powstają kolejne obszary niepewności i ogniska bólu, potrzeba maryjnej odwagi zaufania Bogu wbrew wszystkiemu. Potrzeba ludzi wychowanych w Jej szkole, którzy będą nieść nadzieję zrozpaczonym, ochronę najsłabszym, ulgę cierpiącym i płaczącym. Dziś nie potrzeba nam walki o swoje, o znaczenie, o prestiż, o władzę. Dziś potrzeba nam walki o dobro, o zdrowie, o bezpieczeństwo, o spokojną i radosną przyszłość.

Oddajmy w ręce ukochanej Matki i Królowej czas próby, który przeżywamy. Obyśmy wyszli z niego umocnieni nadzieją, wrażliwsi na drugiego człowieka, bardziej odpowiedzialni za dobro ojczyzny, troszczący się o wspólnotę Kościoła, solidarni z potrzebującymi i oddani Bogu bez reszty.