TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Cud Bożego Miłosierdzia

Pan Bóg daje nam codziennie wiele znaków swojej obecności, ale my w tym zabieganiu, pochłonięci swoimi sprawami, często Go nie zauważamy. Dlatego może trzeba nieraz jakiegoś trudnego doświadczenia, może takiego wstrząsu, by spotkać Jezusa Zmartwychwstałego, by doświadczyć Jego miłości i całkowicie zmienić swoje życie. Bo Bóg nam pokazuje, że Jego miłosierdzie jest większe niż nasz grzech, nasze słabości, że Jego miłosierdzie jest większe niż nasze obawy i lęki związane z różnymi zagrożeniami – powiedział dziś (1 maja 2020 roku)  ks. Krzysztof Prokop. Proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Niskowej przewodniczył w Pierwszy Piątek Miesiąca Mszy św. porannej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.

Ks. Krzysztof Prokop w homilii dał piękne świadectwo działania Pana Boga. - Pięć tygodni temu wykryto u mnie zakażenie koronawirusem. Nie wiem kiedy i w jakich okolicznościach doznałem zakażenia. Na początku myślałem, że mam do czynienia z grypą i tak też się leczyłem, po wcześniejszej konsultacji telefonicznej z lekarzem. Niestety leki nie działały. Temperatura wciąż była wysoka. Mój stan zdrowia z każdym dniem pogarszał się i w niedzielę 29 marca, kiedy otrzymałem wynik badania pozytywny, pogotowie ratunkowe zabrało mnie do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Z tego względu nasz kościół został zamknięty i wiele osób w parafii zostało objętych kwarantanną, bo istniało poważne zagrożenie ogniska zakażenia – powiedział i dodał, że wielu było zdziwionych, że ksiądz wikariusz, który mieszka na plebanii i pomagał mi od początku choroby, nie jest zarażony. Podobnie Siostry Zmartwychwstanki, które posługują w naszej parafii, kleryk Marcin i nasza pani kucharka. Wszystkim tym osobom zrobiono testy, a wyniki okazały się negatywne. - Nikt się w parafii ode mnie nie zaraził. Nie powstało tutaj żadne ognisko koronawirusa. Myślę, że to jest owoc modlitwy. Cała parafia jednoczyła się na codziennej modlitwie, zwłaszcza na wieczornym różańcu, łącząc się poprzez transmisję najpierw z kaplicy na plebanii, a później już z naszego kościoła. Nie tylko wierni z Niskowej modlili się, bo także otrzymywałem sygnały od wielu osób, od moich przyjaciół i znajomych kapłanów i sióstr zakonnych z Polski i tych, którzy mieszkają i pracują za granicą, że jednoczą się z nami i wspierają nas swoją modlitwą. Nie mam wątpliwości, że to właśnie dzięki modlitwie wstawienniczej tylu osób i dzięki niezgłębionemu Bożemu Miłosierdziu udało mi się wyzdrowieć i nikt nie został zarażony w mojej parafii – wyznał kapłan.

Ks. Krzysztof Prokop mówił dalej, że od samego początku, jak tylko trafił do szpitala, miał nadzieję, że wróci do domu na niedzielę Bożego Miłosierdzia. - I tak też się stało. Kiedy przeżywaliśmy Nowennę przed Świętem Miłosierdzia, w czwartek włączyłem sobie o godzinie 15 transmisję tu z Kaplicy z Łagiewnik. Zaczynała się Godzina Miłosierdzia. Wtedy zadzwonił telefon i otrzymałem radosną informację od lekarza z laboratorium, że wynik mojego testu jest negatywny. Nie mam wątpliwości, że Jezus Miłosierny, którego adorujemy w wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu w naszej parafii ma zarówno mnie, jak i moich Parafian w swojej szczególnej opiece. To Jezus Miłosierny nas uchronił. Dlatego w sobotę przed Świętem Bożego Miłosierdzia, gdy zostałem wypisany ze szpitala, po drodze przyjechałem tutaj do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, dlatego jestem tutaj dzisiaj, by dziękować i uwielbiać Boga za Jego łaski i wielkie miłosierdzie, które nam okazał. Dla wielu, którzy nie patrzą przez pryzmat wiary, może będzie to zwykły zbieg okoliczności, może będą szukać jakiegoś wytłumaczenia, ale dla nas to jest znak, dla nas to jest cud Bożego Miłosierdzia, że tak to się wszystko dobrze zakończyło. Myślę, że z całą moją parafią przeżyliśmy trudny czas, ale może po to, by coś więcej zobaczyć i zrozumieć. To nas bardziej zjednoczyło i uświadomiło nam co jest tak naprawdę w życiu najważniejsze - podkreślił proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Niskowej.

Małgorzata Pabis

Publikujemy pełną treść homilii ks. Krzysztofa Prokopa

„Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim”. (J 6,54-56)

Te słowa Pana Jezusa, które wypowiedział w synagodze w Kafarnaum, a które przed chwila słyszeliśmy w Ewangelii, są dla nas umocnieniem, zwłaszcza w tym trudnym czasie pandemii, kiedy przeżywamy tyle zagrożeń i niepewności, kiedy przeżywamy lęk i obawę o swoja przyszłość i swoich najbliższych. Właśnie w tym trudnym czasie Pan Jezus chce nam powiedzieć, że chce trwać w nas i żebyśmy my trwali w nim. Chce nam powiedzieć, że jest blisko nas, że został z nami w sakramencie Eucharystii, że w tych trudnych chwilach nas nie zostawia. Tylko pragnie, byśmy Mu do końca zaufali.

Przeżywamy dzisiaj I piątek miesiąca, dzień w którym w sposób szczególny oddajemy cześć Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. „Serce Jezusa – jak uczył w jednej z homilii papież Franciszek – jest w najwyższym stopniu symbolem miłosierdzia Bożego. Jest to symbol prawdziwy, stanowiący centrum, źródło, z którego wypłynęło zbawienie dla całej ludzkości (…) Z Serca Jezusowego, Baranka złożonego w ofierze na krzyżu, wypływa dla wszystkich ludzi przebaczenie i życie”

Każdy pierwszy piątek miesiąca, to odkrywanie na nowo tej nieskończonej Bożej miłości. Jeśli spojrzymy na historię zbawienia, to widzimy, że całe Objawienie Boga jest nieustanną i miłosierną miłością wobec ludzi. Bóg jako najlepszy Ojciec kocha niezgłębioną miłością i przelewa ją obficie na wszelkie stworzenie. Śmierć Jezusa na krzyżu jest punktem kulminacyjnym historii miłości Boga wobec człowieka. Ale ta miłosierna miłość Boga sięga dalej, aż do Eucharystii, aż do pozostania z nami pod postaciami chleba i wina w Najświętszym Sakramencie.

Nie wszyscy w czasach Pana Jezusa i nie wszyscy dziś rozumieją Jego naukę. Żydzi nie rozumieli, sprzeczali się między sobą mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?”(J 6,52).

Ale i dziś jest wielu, którzy nie uznają realnej, rzeczywistej i substancjalnej obecności Pana Jezusa w Eucharystii. Dziś też jest wielu chrześcijan, którzy Eucharystię traktują jako symbol, bez większego znaczenia, bez którego można się w życiu obejść, dlatego nie czują potrzeby przystępowania do Komunii Świętej, nie czują potrzeby adoracji Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Ale Jezus mówi bardzo jasno - kto nie spożywa Jego Ciała i Krwi - nie ma w sobie życia. Tylko Ciało i Krew Pana Jezusa dają życie. Tylko to jest prawdziwym pokarmem.

Pan Bóg daje nam codziennie wiele znaków swojej obecności, ale my w tym zabieganiu, pochłonięci swoimi sprawami, często Go nie zauważamy. Dlatego może trzeba nieraz jakiegoś trudnego doświadczenia, może takiego wstrząsu, jakiego doświadczył św. Paweł w drodze do Damaszku, by zauważyć Boga, by spotkać Jezusa Zmartwychwstałego, by doświadczyć Jego miłości i całkowicie zmienić swoje życie. Bo Bóg nam pokazuje, że Jego miłosierdzie jest większe niż nasz grzech, nasze słabości, że Jego miłosierdzie jest większe niż nasze obawy i lęki związane z różnymi zagrożeniami.

Pozwólcie, że odwołam się do osobistego doświadczenia. Pięć tygodni temu wykryto u mnie zakażenie koronawirusem. Nie wiem kiedy i w jakich okolicznościach doznałem zakażenia. Na początku myślałem, że mam do czynienia z grypą i tak też się leczyłem, po wcześniejszej konsultacji telefonicznej z lekarzem. Niestety leki nie działały. Temperatura wciąż była wysoka. Mój stan zdrowia z każdym dniem pogarszał się i w niedzielę 29 marca, kiedy otrzymałem wynik badania pozytywny, pogotowie ratunkowe zabrało mnie do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Z tego względu nasz kościół został zamknięty i wiele osób w parafii zostało objętych kwarantanną, bo istniało poważne zagrożenie ogniska zakażenia.

Wielu było zdziwionych, że ksiądz wikariusz, który mieszka na plebanii i pomagał mi od początku choroby, nie jest zarażony. Podobnie Siostry Zmartwychwstanki, które posługują w naszej parafii, kleryk Marcin i nasza pani kucharka. Wszystkim tym osobom zrobiono testy, a wyniki okazały się negatywne. Nikt się w parafii ode mnie nie zaraził. Nie powstało tutaj żadne ognisko koronawirusa. Myślę, że to jest owoc modlitwy. Cała parafia jednoczyła się na codziennej modlitwie, zwłaszcza na wieczornym różańcu, łącząc się poprzez transmisję najpierw z kaplicy na plebanii, a później już z naszego kościoła. Nie tylko wierni z Niskowej modlili się, bo także otrzymywałem sygnały od wielu osób, od moich przyjaciół i znajomych kapłanów i sióstr zakonnych z Polski i tych, którzy mieszkają i pracują za granicą, że jednoczą się z nami i wspierają nas swoją modlitwą.

Nie mam wątpliwości, że to właśnie dzięki modlitwie wstawienniczej tylu osób i dzięki niezgłębionemu Bożemu Miłosierdziu udało mi się wyzdrowieć i nikt nie został zarażony w mojej parafii.

Od samego początku, jak tylko trafiłem do szpitala, miałem taką nadzieję, że wrócę do domu na niedzielę Bożego Miłosierdzia i tak też się stało. Kiedy przeżywaliśmy Nowennę przed Świętem Miłosierdzia, w czwartek włączyłem sobie o godzinie 15 transmisję tu z Kaplicy z Łagiewnik. Zaczynała się Godzina Miłosierdzia. Wtedy zadzwonił telefon i otrzymałem radosną informację od lekarza z laboratorium, że wynik mojego testu jest negatywny.

Nie mam wątpliwości, że Jezus Miłosierny, którego adorujemy w wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu w naszej parafii ma zarówno mnie, jak i moich Parafian w swojej szczególnej opiece. To Jezus Miłosierny nas uchronił. Dlatego w sobotę przed Świętem Bożego Miłosierdzia, gdy zostałem wypisany ze szpitala, po drodze przyjechałem tutaj do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, dlatego jestem tutaj dzisiaj, by dziękować i uwielbiać Boga za Jego łaski i wielkie miłosierdzie, które nam okazał.

Dla wielu, którzy nie patrzą przez pryzmat wiary, może będzie to zwykły zbieg okoliczności, może będą szukać jakiegoś wytłumaczenia, ale dla nas to jest znak, dla nas to jest cud Bożego Miłosierdzia, że tak to się wszystko dobrze zakończyło.

Myślę, że z całą moją parafią przeżyliśmy trudny czas, ale może po to, by coś więcej zobaczyć i zrozumieć. To nas bardziej zjednoczyło i uświadomiło nam co jest tak naprawdę w życiu najważniejsze.

Każdy pierwszy piątek miesiąca, kiedy wpatrujemy się w Najświętsze Serca Pana Jezusa, to czas szczególnego uświadomienia sobie tej niewyczerpanej miłości i miłosierdzia Boga. To otwieranie się na te miłość i odkrywanie, jak bardzo jest ona zobowiązująca dla każdego człowieka, także i dla mnie. Dlatego może warto uświadomić sobie, że na tę Boża miłość trzeba nam ciągle odpowiadać naszą miłością, by mimo tego zabiegania i troski o siebie i swoich najbliższych, by mimo tych obaw i lęków związanych z przeżywaną obecnie pandemią, nie stracić tego spojrzenia miłości i wrażliwości na drugiego człowieka.