TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Mszy świętej o godz. 16 przewodniczył kard. Stanisław Dziwisz. 
 
Homilia
 
Święto Miłosierdzia Bożego, Łagiewniki, 11 IV 2021
Czytania: Dz 4, 32-35; 1 J 5, 1-6; J 20, 19-31

Drogie Siostry i drodzy Bracia w Chrystusie!
 
1. Już drugi rok z rzędu przeżywamy święto Miłosierdzia Bożego w trudnym czasie pandemii, która od kilkunastu miesięcy trzyma w swoich szponach dosłownie cały ziemski glob i zbiera obfite żniwo choroby, lęku, cierpienia i śmierci. Jeszcze kilka lat temu nie wyobrażaliśmy sobie takiej scenerii współczesnego świata, w którym wszystko zdawało się zapewniać nam poczucie bezpieczeństwa i spokoju. I nagle wszystko to okazało się kruche i złudne.
Nie możemy pozostać obojętni wobec tego trudnego doświadczenia, ale tym bardziej nie powinniśmy popadać w przygnębienie. Z jednej strony wyrażamy wdzięczność wszystkim, którzy w obliczu choroby i cierpień tak wielu ludzi spieszą im z bezpośrednią, samarytańską pomocą, ale starają się także opanować sytuację przez masowe szczepienia i rozporządzenia dyktowane roztropnością. To wszystko zasługuje na szacunek, wdzięczność i wsparcie.
Ale, z drugiej strony zdajemy sobie sprawę, że to nie wystarczy. Jako wierzący jesteśmy świadomi, że nasz los jest w ręku Boga, naszego Stwórcy i Pana, naszego najlepszego Ojca, który kocha swoje dzieci i nie dopuści, aby zło zapanowało nad nimi. Dlatego doświadczenie wielkiego zagrożenia jest dla nas wezwaniem do jeszcze większej wiary i jeszcze większej modlitwy. Tak zawsze było w dziejach Kościoła. Tak było również na naszej polskiej ziemi. W trudnych czasach zarazy, pożarów, wojen i innych zagrożeń, nasi przodkowie zwracali się zawsze do Boga, Pana ludzkich dziejów, „bogatego w miłosierdzie”. Dlatego dzisiaj, w krakowskich Łagiewnikach, z naszych serc wznosi się do Boga pokorna i ufna modlitwa, by wejrzał na los swoich dzieci.

2. Fundamentem naszej wiary w moc modlitwy i naszej nadziei jest to, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu, w świętym mieście Jerozolimie. Syn Boży, Jezus Chrystus, umierając na krzyżu, oddał swoje życie za zbawienie świata. Ale nie zatrzymał się na progu śmierci. Tak, jak wielokrotnie zapowiadał, po trzech dniach powstał z martwych, odnosząc ostateczne zwycięstwo nad mocami zła, grzechu i śmierci, i w ten sposób otwierając nam wszystko drogę prowadzącą do nowego i wiecznego życia w Bogu.
Dzisiejsza Ewangelia pozwala nam przeżyć to, co przeżyli najbliżsi uczniowie Jezusa w dniu Jego zmartwychwstania, a także osiem dni później. Za każdym razem stanął przed nimi w jerozolimskim Wieczerniku, pomimo zamkniętych drzwi. Możemy sobie wyobrazić ich stan ducha po tym wszystkim, co przeżyli wcześniej, w poprzednich dniach. W tym samym pomieszczeniu pożegnali się ze swoim Mistrzem, który następnie został pojmany, osądzony i skazany na śmierć. W tych dramatycznych chwilach wszyscy zawiedli, oprócz młodego apostoła Jana. On jeden wraz z Matką Chrystusa stanął obok krzyża. Zdawało się apostołom, że to już koniec całej ich wielkiej przygody pójścia za Jezusem, że wszystko przegrane. Tymczasem dotarły do nich oszałamiające wiadomości, że grób, w którym złożono martwe ciało Jezusa, jest pusty.
A teraz On sam stanął przed nimi. Rozpoznali Jego twarz, zobaczyli także ślady Jego męki. Pozdrowił ich słowami: „Pokój wam!” (J 20, 19). Co więcej, oniemiałym z wrażenia i z pewnością świadomym swoich niewierności, przekazał im zadanie, które się stało początkiem ich misji w Kościele: „Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. […] Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 21-23). Takie było pierwsze spotkanie Zmartwychwstałego z gronem apostołów. Potwierdził, że liczy na nich, że im ufa, pomimo ich słabości.

3. Druga część dzisiejszej Ewangelii opowiada o następnym spotkaniu zmartwychwstałego Jezusa z apostołami, w tym samym Wieczerniku, osiem dni później. Tym razem był również obecny Tomasz, który nie wierzył w to, o czym mu opowiedzieli pozostali apostołowie, że „widzieli Pana”. Ta postawa Tomasza utwierdza nas w przekonaniu, że apostołowie nie byli ludźmi łatwowiernymi. Zwykle osobę rozpoznajemy po twarzy, na której wyryta jest jej tożsamość. Tomasz postawił jeszcze jeden, dodatkowy warunek: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20, 25). A nas wzrusza fakt, że ukrzyżowany i zmartwychwstały Jezus pozostawia w swoim ciele znaki męki, świadczące o tym, kim jest i czego dokonał dla naszego zbawienia.
Na widok tak przedstawiającego się zmartwychwstałego Jezusa, apostoł Tomasz wypowiada znamienne, najważniejsze słowa: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28). W tych kilku słowach zawarta jest treść jego, ale również naszej wiary w Bóstwo Jezusa Chrystusa i w to wszystko, co On wniósł w nasze życie, które dzięki Niemu otwarte jest na całą wieczność.
Słowa początkowo niewiernego, ale odtąd najgłębiej wierzącego Tomasza, powtarzane są przez uczniów Jezusa na całym świecie. Prawdę tych słów Apostoł potwierdził męczeńską śmiercią. Podobnie potwierdzili tę prawdę pozostali Apostołowie. Również i my możemy powtarzać te słowa, ilekroć staje przed nami nasz eucharystyczny Chrystus pod postaciami chleba i wina, przeistoczonymi w Jego Najświętsze Ciało i Najświętsza Krew: „Pan mój i Bóg mój!”
 
4. Drodzy bracia i siostry, w ostatnim dniu Oktawy Zmartwychwstania Pańskiego Kościół obchodzi święto Miłosierdzia Bożego. Kontemplując całe dzieło stworzenia świata i zbawienia człowieka, które się dokonało przez życie, śmierć i zmartwychwstanie Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, stajemy przed niepojętą Tajemnicą Boga, ale jednocześnie uświadamiamy sobie przenikliwie, że Jego szczególnym imieniem jest Miłość – Miłosierna Miłość. Dzięki tej Miłosiernej Miłości żyjemy i wierzymy głęboko, że jesteśmy kochani i powołani do miłości. To jest nasze najważniejsze doświadczenie, nadające sens naszemu życiu i umieraniu, odpowiadające na najgłębsze pragnienia ludzkiego serca.
Te prawdę poznała przenikliwie i podzieliła się nią z całym Kościołem i światem prosta, pokorna zakonnica, która tutaj, na tym skrawku ziemi, żyła i kochała, modliła się, cierpiała i stąd odeszła do wieczności. W latach poprzedzających straszliwe doświadczenie drugiej wojny światowej, święta Faustyna zapisała w swoim duchowym „Dzienniczku” prorocze słowa: „Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia [Bożego]” (Dz. 300). Te słowa pozostają zawsze aktualne, również w naszych czasach, w naszym świecie naznaczonym pandemią, ale także egoizmem, obojętnością, fałszywym przekonaniem, że można sobie ułożyć życie bez Boga i budować ład społeczny bez zachowywania Bożych przykazań, a zwłaszcza przykazania miłości. Mieli rację nasi przodkowie, zapisując swoją życiową mądrość w przysłowiu: „Bez Boga ani do proga”.

5. Obok świętej Siostry Faustyny, Bóg dał Kościołowi i światu jeszcze jednego wielkiego apostoła Bożego Miłosierdzia. Potrzebny był święty Papież Jan Paweł II, aby przesłanie o Bogu „bogatym w miłosierdzie” dotarło na wszystkie kontynenty i wpisało się jeszcze bardziej w nurt życia współczesnego Kościoła. Krakowskie Łagiewniki ze swoim Sanktuarium, będącym żywym ośrodkiem nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia, do którego docierają pielgrzymi z całego świata, naznaczone jest przenikliwą wiarą i świętością Siostry Faustyny oraz Jana Pawła II.
Przypomnijmy słowa Ojca Świętego, wypowiedziane tutaj dziewiętnaście lat temu, podczas konsekracji Sanktuarium: „Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego miłosierdzia! Na wszystkich kontynentach z głębin ludzkiego cierpienia zdaje się wznosić wołanie o miłosierdzie. Tam, gdzie panuje nienawiść, chęć odwetu, gdzie wojna przynosi ból i śmierć niewinnych, potrzeba łaski miłosierdzia, która koi ludzkie umysły i serca i rodzi pokój. Gdzie brak szacunku dla życia i godności człowieka, potrzeba miłosiernej miłości Boga, w której świetle odsłania się niewypowiedziana wartość każdego ludzkiego istnienia. Potrzeba miłosierdzia, aby wszelka niesprawiedliwość na świecie znalazła kres w blasku prawdy” (homilia, 17 VIII 2002, n. 5).
Również dzisiaj, w obliczu pandemii i innych zagrożeń, od których nie jest wolny współczesny świat, potrzeba nam Bożego miłosierdzia, bo o własnych siłach świat sobie nie poradzi, Kościół sobie nie poradzi i my sobie nie poradzimy. Dlatego dzisiaj tutaj jesteśmy i dlatego duchowo łączy się z nami wielu naszych braci i sióstr, aby wszystkie nasze sprawy osobiste, rodzinne i społeczne powierzyć miłosiernemu Panu. Dlatego stąd wznosi się do niebios nasza ufna modlitwa: „Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami i nad całym światem”. Dlatego każda i każdy z nas mówi dziś z wiarą i nadzieją, z całym przekonaniem: „Jezu, ufam Tobie!” Dlatego razem jako jedna, wielka rodzina dzieci Bożych, powtarzamy: Jezu, ufamy Tobie! Amen!
 
Stanisław kard. Dziwisz


FOT. Klaudia Tarczoń, Aleksandra Małochleb