TV Miłosierdzie   Radio Miłosierdzie

Zasadnicze rysy duchowości Siostry Faustyny

W niezwykle bogatej panoramie duchowości współczesnego Kościoła bardzo ważne miejsce zajmuje duchowość s. Faustyny. Historycy, którzy będą opisywać duchowość XX czy XXI wieku, będą musieli sięgnąć do postaci tej skromnej, polskiej zakonnicy, apostołki Bożego Miłosierdzia, gdyż już dzisiaj widać jej wpływ na życie religijne naszej epoki i to nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Mówiąc o duchowości s. Faustyny, mamy na uwadze przede wszystkim jej zasadnicze rysy, którymi są: poznawanie tajemnicy miłosierdzia Bożego i jej kontemplacja w codzienności, doskonalenie w sobie postawy zaufania wobec Pana Boga i miłosierdzia względem bliźnich, umiłowanie Kościoła i troska o ratowanie zagubionych dusz, głębokie życie sakramentalne i nabożeństwo do Matki Bożej.

1. Poznawanie tajemnicy miłosierdzia Bożego i jej kontemplacja w codzienności

Kim jest Bóg? To pytanie nieraz stawiała sobie również s. Faustyna. W pewnej chwili - pisała w Dzienniczku - zastanawiałam się [rozmyślałam] o Trójcy Świętej, o istocie Bożej. Koniecznie chciałam zgłębić i poznać, kto [kim] jest ten Bóg. W jednej chwili duch mój został porwany jakoby w zaświaty, ujrzałam jasność nieprzystępną, a w niej jakoby trzy źródła jasności, której pojąć nie mogłam. A z tej Jasności wychodziły słowa w postaci gromu i okrążały niebo i ziemię. Nic nie rozumiejąc z tego, zasmuciłam się bardzo. Wtem z morza jasności nieprzystępnej wyszedł nasz ukochany Zbawiciel w piękności niepojętej, z ranami jaśniejącymi. A z onej Jasności było słychać głos taki: Jakim jest Bóg w istocie swojej, nikt nie zgłębi ani umysł anielski, ani ludzki. Jezus mi powiedział: Poznawaj Boga przez rozważanie przymiotów Jego (Dz. 30).
Pan Jezus mówił do s. Faustyny: Poznawaj Boga przez rozważanie przymiotów Jego (Dz. 30). Idąc za tą wskazówką, rozważała świętość Boga, przed którą drżą wszystkie Potęgi i Moce. Duchy czyste zasłaniają swoje oblicze i pogrążają się w nieustannej adoracji (...). Świętość Boga - pisała w Dzienniczku - rozlana jest na Kościół Boży i na każdą duszę w nim żyjącą, jednak nie w równym sobie stopniu (Dz. 180). Następnie pisała, że Pan dał jej poznać swą sprawiedliwość, która jest tak wielka i przenikliwa, że sięga w głąb istoty rzeczy (Dz. 180).
W końcu zatrzymała się nad kolejnym przymiotem Boga, którym jest miłość i miłosierdzie.
I zrozumiałam - napisała - że największym przymiotem jest miłość i miłosierdzie. Ono łączy stworzenie ze Stwórcą. Największą miłość i przepaść miłosierdzia poznaję we wcieleniu Słowa, w Jego odkupieniu, i tu poznałam, że ten przymiot jest największy w Bogu (Dz. 180).
Właśnie ten przymiot Boga - Jego niezgłębione miłosierdzie - jest w samym centrum duchowości s. Faustyny. Poznawanie Boga w tej tajemnicy i jej kontemplacja w codzienności stanowią klucz do zrozumienia drogi Apostołki Bożego Miłosierdzia do chrześcijańskiej doskonałości.

Poznawanie tajemnicy miłosierdzia Bożego

Konstytucje zakonne zalecały, aby siostry często rozważały: co Bóg uczynił dla zbawienia dusz przy stwarzaniu, co uczynił i ucierpiał w odkupieniu i co im gotuje w chwale wiecznej. Wierna tej regule zakonnej s. Faustyna rozmyślała i poznawała tajemnicę miłosierdzia Bożego poczynając od dzieła stworzenia, przez dzieło odkupienia, a kończąc na przeznaczeniu człowieka do chwały wiecznej. W swoim Dzienniczku pozostawiła oryginalne zapisy mówiące o stworzeniu jako dziele miłosierdzia Bożego. Boże - pisała - któryś jest szczęściem sam w sobie i nic nie potrzebujesz do tego szczęścia, żadnych stworzeń, gdyż sam w sobie jesteś pełnią miłości, ale [Ty] z niezgłębionego miłosierdzia swego powołujesz do bytu stworzenia i dajesz im udział w swym wiekuistym szczęściu i w swym wiekuistym życiu wewnętrznym Bożym, jakim żyjesz, jeden Bóg w Osobie Troistej (Dz. 1741). Siostra Faustyna wprost pisała, że jedynym motywem powołania stworzeń z nicości do bytu jest miłosierdzie Boga. On do szczęścia swego niczego nie potrzebuje, a jeśli powołuje coś do istnienia, to tylko dlatego, że jest Miłosierdziem, które chce się dzielić darem istnienia, dopuszczając istoty rozumne aż do udziału w swoim życiu.
W jeszcze większy zachwyt wprowadzało s. Faustynę rozważanie tajemnicy miłosierdzia Bożego w dziele odkupienia. Wielbiła Boga za dar wcielenia Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, aby naprawić błąd Adama i podźwignąć upadłą, pogrążoną w grzechach ludzkość. Miłosierdzie Cię pobudziło - wyznała w rozmowie z Jezusem - żeś sam raczył zstąpić do nas i wydźwignąć nas z nędzy naszej. Bóg zstąpi na ziemię, Pan nad pany, zniży się Nieśmiertelny (...). I staje się niepojęty cud miłosierdzia Twego, o Panie: Słowo staje się Ciałem. Bóg zamieszkał z nami, Słowo Boże - Miłosierdzie Wcielone (Dz. 1745). To uniżenie się Boga przez przyjęcie ludzkiej natury jest wyrazem Jego miłosierdzia, zbytkiem miłości, nad którym zdumiewają się niebiosa (Dz. 1745). Od tej chwili bowiem Bóg staje się bardzo bliski człowiekowi, gdyż dzieli jego ziemskie życie we wszystkim oprócz grzechu.
Najpełniej tajemnica miłosierdzia Bożego odsłania się w misterium paschalnym Chrystusa. Boże - rozważała s. Faustyna - [Ty] jednym słowem mogł[eś] zbawić światów tysiące, jedno westchnienie Jezusa uczyniłoby sprawiedliwości Twojej zadość, ale Ty, o Jezu, sam podjąłeś tak straszną mękę za nas jedynie z miłości. Sprawiedliwość Ojca Twego byłaby przebłagana jednym westchnieniem Twoim, a wszystkie wyniszczenia Twoje są jedynie dziełem miłosierdzia Twego (Dz. 1747). Siostra Faustyna sama przyznała, że przez rozważanie męki Pańskiej wiele światła spływało na jej duszę (Dz. 267), lepiej poznawała Boga, a szczególnie Jego miłosierną miłość pochylającą się nad każdym człowiekiem, zwłaszcza chorym na duszy, gdyż on jest w największej potrzebie.
Rozważając tajemnicę miłosierdzia Bożego w porządku zbawienia, s. Faustyna dostrzegała je w ustanowieniu Kościoła, w słowie Bożym, w sakramentach świętych, szczególnie w sakramencie pojednania i Eucharystii. Nie mogę nigdy wyjść ze zdumienia - wyznała - kiedy Pan w tak ścisłą zażyłość wchodzi ze swym stworzeniem. Zawsze zaczynam to rozmyślanie, a nigdy go nie kończę, bo duch mój całkowicie się w Nim pogrąża (Dz. 1523). Poznała, że wszystko, co człowiek ma, poczynając od istnienia a kończąc na najmniejszej łasce, otrzymuje z miłosierdzia Bożego. Wielkość tego miłosierdzia odsłaniała się przed nią w sposób szczególny wówczas, gdy je rozważała w stosunku do grzeszników. O Jezu mój - modliła się - wszelki umysł przechodzi dobroć Twoja, a miłosierdzia Twego nie wyczerpie nikt. Dla tej duszy zatracenie, która chce się zatracić, bo kto pragnie zbawienia, dla tego jest morze niewyczerpane miłosierdzia Pańskiego (Dz. 631).
Konsekwencją dzieła stworzenia i zbawienia jest udział człowieka w chwale Boga. I to również jest darem Jego miłosierdzia. W czasie medytacji - pisała s. Faustyna - dał mi Pan poznać radości nieba i świętych (...). Kochają [oni] Boga jako jedyny przedmiot swej miłości, ale i nas kochają czule i serdecznie (...). Na wszystkich spływa ta radość z oblicza Bożego, bo Go widzimy twarzą w twarz. To Oblicze jest tak słodkie, że dusza wpada w nowy zachwyt (Dz. 1592).
Poznawanie tajemnicy miłosierdzia Bożego w dziele stworzenia, zbawienia i chwały dokonywało się w życiu s. Faustyny przy użyciu bardzo zwyczajnych środków, takich jak czytanie duchowne, codzienna medytacja (Dz. 91, 1705), słuchanie konferencji, rozważanie tajemnic różańcowych i stacji drogi krzyżowej, korzystanie z rekolekcji (Dz. 458, 1104), głębokie przeżywanie sakramentów świętych, uroczystości kościelnych w roku liturgicznym, rozmyślanie i dostrzeganie dobra, jakie Bóg złożył w świecie i w jej osobistym życiu. Zagłębił się duch mój w dobrodziejstwach, którymi mnie Bóg obsypywał w ciągu całego roku - pisała pod koniec 1936 roku - Zadrżała dusza moja na widok tego ogromu łask Pańskich. Wyrwał się z duszy mojej hymn dziękczynny ku Bogu. Całą godzinę pogrążałam się w adoracji i dziękczynieniu, rozważając poszczególne dobrodziejstwa Boże (Dz. 855). To bardzo ważny element w poznawaniu tajemnicy miłosierdzia Bożego: dostrzeganie go we własnym życiu. Wtedy tajemnica miłosierdzia Bożego nie jest abstrakcją, czymś pięknym, ale nieuchwytnym, niedostępnym, lecz przybiera konkretne kształty w ludzkiej codzienności. Tak czyniąc, s. Faustyna zobaczyła, że całe jej życie zanurzone jest w miłosierdziu Bożym. W nim kąpie się dusza moja codziennie - pisała - nie znam momentu w swym życiu, w którym bym nie doznawała miłosierdzia Twego (Dz. 697). Jest ono jak złota nić, przeprowadzona przez całe nasze życie, która utrzymuje kontakt naszego jestestwa z Bogiem we wszelkim porządku (...). Z radości zmysły mi ustają - szczerze wyznała - gdy mi Bóg głębiej daje poznać ten wielki przymiot swój, to jest niezgłębione miłosierdzie swoje (Dz. 1466).
Systematyczne wnikanie w tajemnicę miłosierdzia Bożego budziło w jej sercu niedosyt: Im lepiej Cię poznaję, tym Cię mniej pojmuję, ale dlatego, że Cię pojąć nie mogę - więcej pojmuję wielkość Twoją (Dz. 278). Siostra Faustyna doświadczała tej prawdy, że Bóg jest tajemnicą, której nie może przeniknąć ludzki rozum. Ale już to poznanie, które daje człowiekowi rozum oświecony wiarą, jest wystarczające, aby stwierdzić za s. Faustyną: Poznałam Cię, o Boże, jako źródło miłosierdzia, którym ożywia się i karmi wszelka dusza. O, jak wielkie jest miłosierdzie Pańskie, ponad wszystkie przymioty Jego. Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga, wszystko, co mnie otacza, o tym mi mówi (Dz. 611).

Kontemplacja tajemnicy miłosierdzia Bożego w codzienności

Życie kontemplacyjne bardzo często kojarzy się z odosobnieniem, samotnością i modlitwą. Rzeczywiście, są to warunki sprzyjające kontemplacji, ale nie od nich ona zależy. Życie s. Faustyny, choć przebiegało za murami klasztoru, ukazuje, że kontemplacja możliwa jest wszędzie, nie tylko w kaplicy, na modlitwie, ale także w pracy i we wszystkich okolicznościach codziennego życia, bo jej istotą nie jest odosobnienie od świata, ale świadome przebywanie z Bogiem.
W Dzienniczku s. Faustyny jest wiele opisów modlitwy, która przechodziła w stan kontemplacji. Jezus, Miłość moja - pisała - dał mi dziś zrozumieć, jak bardzo mnie miłuje, chociaż jest tak wielka przepaść pomiędzy nami: Stwórca i stworzenie, a jednak poniekąd jest jakby równość - miłość wyrównywa tę przepaść. On sam się zniża do mnie i czyni mnie zdolną do obcowania z sobą. Pogrążyłam się w Nim, tracąc się niejako zupełnie. A jednak pod Jego miłosnym spojrzeniem dusza moja nabiera mocy i siły, świadomości, że kocha i jest szczególnie kochana, wie, że Potężny ją broni (Dz. 815). Kiedy rozmyślała nad tajemnicą miłosierdzia Bożego, rozważała dobrodziejstwa, których Bóg udziela ludziom, to wówczas - jak wyznała - zaczynała to rozmyślanie, ale nie mogła go skończyć, bo duch jej pogrążał się całkowicie w Bogu (Dz. 1523). Nie mogę wyjść z podziwu, kiedy poznaję i doświadczam tej niepojętej miłości Boga, którą mnie Bóg miłuje. Kim jest Bóg, a kim ja? Dalej rozmyślać nie mogę, miłość tylko rozumie to spotkanie i złączenie się tych dwóch duchów, to jest: Bóg - Duch i dusza stworzenia. Im Go więcej poznaję, tym całą mocą jestestwa swego tonę w Nim (Dz. 729).
Kontemplacja w życiu s. Faustyny nie ograniczała się do czasu modlitwy, ale rozciągała się na całe życie. Poznawanie tajemnicy miłosierdzia Bożego pozwoliło jej bowiem odkryć Boga w swej duszy, dlatego nie szukała Go gdzieś daleko, nie musiała iść przed tabernakulum, aby się z Nim spotkać, ale obcowała z Nim w głębi swego jestestwa, gdziekolwiek się znajdowała. Wnętrze mojej duszy - pisała - jest jakoby wielkim i wspaniałym światem, w którym mieszka Bóg i ja. Poza Bogiem nikt tam wstępu nie ma (Dz. 582, por. Dz. 193, 1385, 1021). Wiele razy na kartach Dzienniczka pojawia się temat obecności Boga żyjącego w duszy. Czuję, że mieszkasz we mnie z Ojcem i Duchem Świętym, a raczej czuję, że ja żyję w Tobie, o Boże niepojęty (...). O Boże mój, poznałam Cię wewnątrz serca swego i ukochałam Cię ponad wszystko, cokolwiek istnieje na ziemi i w niebie (Dz. 478). Porównywała swą duszę do tabernakulum, w którym przechowywana jest żywa Hostia (Dz. 1302), i w głębi swego jestestwa łączyła się z Panem. Nie szukam szczęścia poza wnętrzem, w którym przebywa Bóg. Cieszę się Bogiem we własnym wnętrzu, tu z Nim ustawicznie przebywam, tu jest największa moja z Nim zażyłość, tu z Nim przebywam bezpiecznie, tu nie dosięga wzrok ludzki. Najświętsza Panna zachęca mnie do takiego przestawania z Bogiem (Dz. 454; por. Dz. 1793).
Kontemplację Boga żyjącego w duszy wspierała s. Faustyna stałą praktyką łączenia się z Chrystusem Miłosiernym (Dz. 743, 790, 861, 905, 1105, 1778 i inne). Było to jej codzienne postanowienie do szczegółowego rachunku sumienia przez całe lata. To ćwiczenie - zauważyła - daje mi dziwną moc; serce jest zawsze złączone z Tym, [którego] pragnie, a czyny regulowane [są] miłosierdziem, które płynie z miłości (Dz. 703). Z Nim, w Nim i przez Niego oddaję chwałę Bogu (Dz. 1177). Kiedy chciała zmienić tę praktykę, Pan Jezus nie pozwolił jej tego uczynić, nadal polecając ustawiczne łączenie się z Nim, obecnym w jej duszy (Dz. 1544). Do tego łączenia się z Jezusem nie przeszkadzały jej obowiązki, bo nie dawała się pochłonąć wirowi pracy ani innym rzeczom zewnętrznym (Dz. 226, 582). Wszystkie wolne chwile spędzała z Boskim Gościem we wnętrzu swej duszy (Dz. 504), od Niego czerpała światło i siłę do walki ze wszystkimi trudnościami i sprzeciwami (Dz. 193), a jak wiadomo, miała ich niemało.
Świadomość obecności Jezusa w duszy i Jego kontemplowanie pogłębiało wrażliwość s. Faustyny na wszelkie inne przejawy Jego obecności i Jego życzenia. Dostrzegała Go wszędzie. Wszystko, co mnie otacza - pisała - jest przepełnione Bogiem, a najwięcej dusza moja, którą zdobi łaska (Dz. 887). Potrafiła odnaleźć Boga w drugim człowieku, w różnych okolicznościach codziennego życia, a nawet - jak pisze - pod najtajniejszymi rzeczami (Dz. 148); wszędzie dostrzegała Jego dobroć, także w tych okolicznościach, które dla człowieka są trudne do przyjęcia. Przestawanie z Umiłowanym w głębi duszy czyniło ją wrażliwą na każdy przejaw Jego woli, nawet na najcichsze natchnienia duchowe, które z miłości podejmowała, choć nieraz płaciła za to wysoką cenę trudu i cierpienia. Tę obecność Boga w swej duszy, możliwość tak prostego łączenia się z Jezusem, życia z Nim, w Nim i dla Niego każdego dnia i w każdej chwili oraz objawianie Jego woli przyjmowała jako niepojęty dar Bożego miłosierdzia. Wiele razy pisała o tym, że nie może wyjść z podziwu, gdy kontempluje tę tajemnicę naszej wiary (Dz. 1523), bo: wszystko się zaczyna z miłosierdzia Twego i na miłosierdziu Twoim się kończy (Dz. 1506).
Po doświadczeniu biernych nocy zmysłów i ducha s. Faustyna przeżywała często także stany kontemplacji wlanej. Bóg wziął jej duszę w całkowite posiadanie, a ona w tych momentach bez wysiłku w sposób prosty i miłosny obcowała z Nim. Częściej obcuję z Panem w sposób głębszy - pisała w Dzienniczku - Zmysły pozostają w uśpieniu i choć niedostrzegalnie, jednak rzeczywiście i jaśniej mi są wszystkie rzeczy, aniżeli bym je oczami widziała. Umysł poznaje w jednym momencie więcej niż przez długie lata gruntownego zastanawiania się i rozmyślania, jak co do istoty Bożej, tak samo i co do prawd objawionych, a także samo co do poznania własnej nędzy (Dz. 882).
Siostra Faustyna uczy, jak stawać się osobą kontemplatywną w działaniu. Mówi, że trzeba zdecydować się na intensywne i bardzo rzetelne prowadzenie życia wewnętrznego, bo potrzebne jest oczyszczenie duszy nie tylko z grzechu, ale także z treści, których dostarczają zmysły, świat twórczego intelektu, by wejść w fascynujący świat wiary. Im dusza jest bardziej oczyszczona, tym bardziej jest zdolna do odkrywania żywego Boga w swej duszy, do rozwijania osobowej więzi z Nim, do aktów Jego kontemplacji, niezależnie od tego czy żyje w klasztorze, czy w świecie. Taka dusza będzie mogła podpisać się pod tymi słowami s. Faustyny: Duch mój jest z Bogiem, wnętrzności moje są pełne Boga, a więc nie szukam Go poza sobą. On, Pan, przenika duszę moją jak promień słońca czyste szkło. Z rodzoną matką, jak byłam w jej żywocie zamkniona, to nie byłam tak złączona, aniżeli z Bogiem moim. Tam była nieświadomość, a tu jest pełnia rzeczywistości i świadomość zjednoczenia (Dz. 883).

2. Postawa ufności i miłosierdzia

Choć s. Faustyna w swoich pismach nie pozostawiła wyłożonej w sposób systematyczny doktryny życia wewnętrznego, tak jak wykształcony św. Jan od Krzyża czy św. Teresa z Avili, to jednak jawi się ona jako ta, która wnosi w życie Kościoła nową szkołę duchowości opartą na głębokim doświadczeniu tajemnicy miłosierdzia Bożego, z którego wypływa postawa zawierzenia Bogu i miłosierdzia wobec bliźnich. Pan Jezus, kierując jej życiem wewnętrznym, żądał od niej właśnie tych dwóch postaw. Córko Moja - mówił - jeżeli przez ciebie żądam od ludzi czci dla Mojego miłosierdzia, to ty powinnaś się pierwsza odznaczać tą ufnością w miłosierdzie Moje. Żądam od ciebie uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie bliźnim, nie możesz się od tego usunąć ani wymówić, ani uniewinnić (Dz. 742).

Postawa ufności

W języku potocznym słowo: ufam znaczy tyle, co: całkowicie wierzę drugiej osobie, powierzam jej swoje życie, to, co obecnie przeżywam i moją przyszłość, wiem, że mogę na nią liczyć, jestem pewien jej bezinteresownej miłości i pomocy w sytuacji, gdy będzie taka potrzeba. Takie rozumienie ufności bliskie jest biblijnemu pojęciu wiary, zawierzenia, które jest odpowiedzią człowieka na dar objawiającego swą miłosierną miłość Boga. Z takim pojęciem ufności spotykamy się również w pismach s. Faustyny.
Ufność u s. Faustyny nie jest więc pojedynczą cnotą pochodzącą od nadziei lub tożsamą z nią, lecz postawą obejmującą wszystkie wymiary i relacje, jakie mogą zaistnieć pomiędzy człowiekiem i Bogiem. Taką życiową postawę człowieka wobec Boga - pisze ks. I. Różycki - Pan Jezus nazwał wiarą i oczekiwał jej od swoich wyznawców, gdy mówił: "Jeśli będziecie mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: "Przenieś się stąd tam" i przeniesie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was" (Mt 17, 20). Tę samą postawę życiową św. Paweł, a za nim cała teologia chrześcijańska - pisze dalej ks. I. Różycki - nazywa nadzieją, która wyrasta z żywej wiary w nieskończoność miłości i dobroci Boga dla nas. Nierozerwalnie wiąże się [ona] z pokorą, tzn. szczerym i głębokim przekonaniem o tym, że wszystko dobro, które jest w nas i które czynimy jest dziełem i darem Boga, że nie mamy niczego, czego byśmy od Boga nie otrzymali. Ta ufność - nadzieja jest otwarciem się duszy na przyjęcie łaski Bożej i wołaniem o nią.
Ufność nie jest w jej życiu tylko jedną cnotą, ale jest całożyciową postawą, określającą stosunek człowieka do Boga, na którą składa się szczególne bogactwo cnót i chrześcijańskich postaw moralnych. W życiu s. Faustyny - pisze abp St. Nowak - pokładanie ufności jest nie tylko zawierzeniem Bogu. Jest nim zawierzenie pełne intymności dziecięcej, a więc całkowitego oddania w miłości. Tak więc na postawę ufności w życiu i pismach s. Faustyny składają się takie cnoty teologiczne i moralne, które warunkują dziecięce, bezgraniczne oddanie się Bogu: wiara, nadzieja, miłość, pokora i skrucha.
Ufność nie jest postawą abstrakcyjną, polegającą np. na intelektualnej akceptacji prawd objawionych lub pobożnym uczuciu. Ufność jest postawą bardzo konkretną, ponieważ ma swój niezwykle dostrzegalny sprawdzian, jakim jest pełnienie woli Bożej. Jeśli człowiek rzeczywiście ufa Bogu, to wie, że On mówi prawdę, że On niczego nie pragnie, jak tylko doczesnego i wiecznego dobra człowieka, że wola Boża jest darem Jego miłosierdzia i dlatego pełni ją bez względu na to czy ona zgadza się z jego uczuciami, logiką ludzkiego rozumu, czy nie. Wola Boża jawi się bowiem ufającemu - jak często mówiła s. Faustyna - jako samo miłosierdzie. Na jedno słowo uważam - zapisała w Dzienniczku - i z tym jednym się zawsze liczę, to jedno mi jest wszystkim, tym żyję i z tym umieram, a to jest święta wola Boża. Ona jest mi pokarmem codziennym, cała dusza moja jest wsłuchana w życzenia Boże, pełnię zawsze to, czego Bóg ode mnie żąda, chociaż nieraz drży natura moja i czuję, że wielkość ich przechodzi siły moje. Wiem dobrze, czym jestem sama z siebie, ale też wiem dobrze, czym jest łaska Boża, która mnie wspiera (Dz. 652). Sprawdzianem, świadectwem ufności jest więc pełnienie woli Bożej. Na tyle naprawdę ufamy, na ile pełnimy wolę Bożą zawartą w przykazaniach, obowiązkach stanu czy rozpoznanych natchnieniach Ducha Świętego.
Punktem wyjścia w rozwoju postawy ufności jest dar wiary, dający poznanie tajemnicy miłosierdzia Bożego. Często proszę Pana Jezusa - pisała s. Faustyna w Dzienniczku - o rozum oświecony wiarą. Wyrażam to Panu w tych słowach: Jezu, daj mi rozum, i wielki rozum, jedynie na to, abym Ciebie lepiej poznała, bo im Cię lepiej poznam, tym Cię goręcej ukocham (Dz. 1474). Dzięki wierze s. Faustyna coraz pełniej poznawała Boga, a szczególnie największy Jego przymiot, jakim jest miłosierdzie. Poznawanie tajemnicy miłosierdzia Bożego jest podstawą postawy ufności, bo nie można zaufać komuś, oddać się całkowicie komuś, kogo się nie zna.
Pracując nad tą postawą, s. Faustyna stosowała także inne środki, takie jak: modlitwa, pielęgnowanie życia ascetycznego, a więc usuwanie tego wszystkiego, co przeszkadzało w coraz doskonalszym jednoczeniu się z Bogiem. Troszczyła się o nabycie cnót, czyli pozytywnych sprawności moralnych, szczególnie tych, które warunkują postawę ufności, a więc: wiary, nadziei, miłości, pokory i skruchy. Bardzo ważnym środkiem do wzrastania w tej postawie było wierne spełnianie na co dzień woli Bożej, bo ona jest wyrazem zawierzenia Bogu, a także osobowe spotkania z Jezusem w rachunkach sumienia. Ważny egzamin z ufności składała w chwilach cierpień i bolesnych doświadczeń duchowych. Wtedy nie szukała pociechy u ludzi, lecz szła przed tabernakulum i mówiła: [Panie], chociażbyś mnie zabił, ja Ci ufać będę (Dz. 77). Kiedy jest dusza moja udręczona - wyznała w innym miejscu - myślę tylko tak: Jezus jest dobry i pełen miłosierdzia, a choćby się ziemia usunęła spod stóp moich, nie przestanę Mu ufać (Dz. 1192).
Trzeba przyznać, że przy rozwijaniu postawy ufności s. Faustyna stosowała środki bardzo proste, zwyczajne, dostępne dla każdego. Rzecz w tym, że stosowała je konsekwentnie, co nieraz wymagało wielkiego hartu ducha, radykalizmu, bezkompromisowości w walce z zepsutą naturą - jak mawiała. Budowanie postawy ufności wymagało od niej ciągłego nawracania się, przekraczania siebie i to nie tylko swoich słabości, ale także naturalnych uzdolnień np. logiki rozumu, bo nieraz Pan Bóg stawiał ją właśnie w takich sytuacjach, w których musiała zaprzeć swój rozum, zawiesić logikę ludzkiego myślenia, aby Mu zaufać, a w konsekwencji przyjąć i spełnić Jego wolę. Pan Jezus wysoko ocenił starania s. Faustyny o rozwój postawy ufności, mówiąc: Masz wielkie i niepojęte prawa do Mojego Serca, boś córką pełnej ufności (Dz. 718).

Postawa miłosierdzia

Poznawanie i coraz głębsze wnikanie oraz doświadczanie miłosiernej miłości Boga prowadziło s. Faustynę nie tylko do postawy dziecięcej ufności wobec Niego, ale także zrodziło gorące pragnienie odbicia tego przymiotu Boga we własnym sercu i czynie. Każdy ze świętych - modliła się - odbija jedną z cnót Twoich na sobie, ja pragnę odbić Twoje litościwe i pełne miłosierdzia Serce, chcę je wysławić. Miłosierdzie Twoje, o Jezu, niech będzie wyciśnięte na sercu i duszy mojej jako pieczęć, a to będzie odznaką moją w tym i przyszłym życiu (Dz. 1242).
W słownikach i podręcznikach teologicznych osobno definiowana jest miłość, a osobno cnota miłosierdzia. Opierając się na nauce św. Tomasza, teologia katolicka miłość określa jako cnotę, która dąży do tego, aby bliźniemu przysporzyć dobra, natomiast miłosierdzie jako cnotę, która usiłuje usunąć zło, jakie mu dolega. Samo słowo "miłosierdzie" - pisze św. Tomasz - znaczy, że w naszym sercu mamy litościwą miłość z powodu nieszczęścia cudzego. Miłość od miłosierdzia różni się więc tylko celem, miłość zmierza do przymnożenia dobra, miłosierdzie do zaradzenia złu. W tradycyjnej teologii miłosierdzie jest więc jedną z cnót moralnych. Pomiędzy wszystkimi cnotami, odnoszącymi się do bliźnich - pisze św. Tomasz - miłosierdzie jest największą cnotą, bo usuwanie braków w bliźnich jest samo przez się czymś wyższym i lepszym.
Nowe światło na samo pojęcie miłosierdzia rzuca Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice: Dives in misericordia. W jego ujęciu miłosierdzie jest nie tylko cnotą, ale postawą, która suponuje istnienie całego zespołu sprawności moralnych, wśród których na pierwszy plan wysuwa się owa twórcza miłość, która nie daje się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwycięża.
Właśnie o takie ujęcie miłosierdzia chodzi również w duchowości s. Faustyny. Oznacza więc ono nie jedną z cnót, ale całożyciową postawę wobec drugiego człowieka, na którą składa się szereg sprawności moralnych. Siostra Faustyna określając miłosierdzie powiedziała krótko, że miłość jest kwiatem, a miłosierdzie owocem (Dz. 949). Miłosierdzie u s. Faustyny jest postawą obejmującą wszystkie odniesienia wobec bliźniego, ma ono przenikać, cechować każdy kontakt z drugim człowiekiem, każdy czyn, myśl i słowo. Dlatego sama z pomocą łaski chciała się cała przemienić w miłosierdzie (Dz. 163) i w modlitwie prosiła o to, aby jej oczy, słuch, język, ręce, nogi, a nade wszystko serce było miłosierne (Dz. 163).
Na szczególną uwagę i podkreślenie zasługuje ścisłe powiązanie, jakie istnieje pomiędzy tajemnicą miłosierdzia Bożego i miłosierdzia ludzkiego. W ujęciu s. Faustyny postawa miłosierdzia wobec bliźnich nie tylko znajduje swe źródło, rodzi się, wypływa z tajemnicy miłosierdzia Bożego, ale w niej znajduje także swą przyczynę w wymiarze wzorczym, jak i sprawczym.
Dla s. Faustyny wzorem w praktykowaniu miłosierdzia był sam Pan Jezus - Miłosierdzie Wcielone. Uczę się być dobrą od Jezusa - pisała w Dzienniczku - abym mogła być nazwaną córką Ojca niebieskiego (Dz. 669). Przykład Jezusa, o którym współcześni Mu mówili, że przeszedł przez ziemię wszystkim dobrze czyniąc, a szczególnie Jego miłosierne pochylenie się nad człowiekiem chorym na duszy, grzesznym - aż do złożenia ofiary na krzyżu - było dla niej niedościgłym wzorem. W trudnych momentach, gdy nie wiedziała jak postąpić wobec bliźnich, wówczas pytała: co Jezus zrobiłby na moim miejscu. Ten sposób wzorowania się na przykładzie Pana Jezusa doskonale oddaje opis pewnego spotkania s. Faustyny z osobą świecką, która nadużyła jej dobroci. Gdy ją zobaczyłam - pisała w Dzienniczku - ścięła mi się krew w żyłach, gdyż stanęło mi wszystko przed oczyma, co przez nią wycierpieć musiałam (...). I przyszła mi myśl, aby dać jej poznać prawdę stanowczo i natychmiast. Ale w jednej chwili stanęło mi miłosierdzie Boże przed oczyma i postanowiłam tak z nią postępować, jakby postąpił Jezus będąc na moim miejscu. Zaczęłam z nią rozmawiać łagodnie, a kiedy zapragnęła rozmawiać ze mną sam na sam, wtenczas dałam jej jasno poznać (...) smutny stan duszy w sposób bardzo delikatny. Widziałam jej głębokie wzruszenie (Dz. 1694).
Miłosierdzie Boże u s. Faustyny jest fundamentem postawy miłosierdzia wobec bliźnich nie tylko w wymiarze wzorczym, ale także w wymiarze sprawczym. Ma to być - jej zdaniem - pewien udział w Bożym miłosierdziu. Siostra Faustyna była świadoma, że przez swoje dobre czyny spełniane z miłości do Chrystusa ma udział w udzielaniu się miłosierdzia Bożego światu, bo Bóg w okazywaniu swej dobroci posługuje się ludźmi. Pragnęła więc cała przemienić się w miłosierdzie, być żywym odbiciem Bożego miłosierdzia, aby ten największy przymiot Boga, to jest niezgłębione miłosierdzie Jego przeszedł przez jej serce i duszę do bliźnich (Dz. 163).
O takiej zależności między miłosierdziem ludzkim i Bożym mówił jej sam Pan Jezus. Wiedz, córko Moja - pouczał w konferencji o miłosierdziu - że Serce Moje jest miłosierdziem samym (...). Pragnę, aby serce twoje było siedliskiem miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby to miłosierdzie rozlało się na świat przez serce twoje. Ktokolwiek się zbliży do ciebie, niech nie odejdzie bez tej ufności w miłosierdzie Moje, której tak bardzo pragnę dla dusz (Dz. 1777).
Aby jednak miłosierdzie świadczone drugiemu człowiekowi było udziałem w miłosierdziu Boga musi być spełniane w duchu Chrystusowym, dlatego Pan Jezus mówił do s. Faustyny, aby jej serce było siedliskiem Jego miłosierdzia i aby to Jego miłosierdzie przez jej serce rozlało się na świat. Nie chodzi więc tutaj o jakąkolwiek naturalną dobroczynność czy różnie motywowaną filantropię, ale o miłosierdzie świadczone bliźnim z miłości do Jezusa i w Jego duchu. Wymaga to spojrzenia na drugiego człowieka oczyma wiary, jako na istotę stworzoną na obraz i podobieństwo Boże (Rdz 1, 26), odkupioną nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa (1 P 1, 18), jako na dziecko Boże powołane do dziedziczenia dóbr królestwa niebieskiego, do udziału w życiu Trójjedynego Boga. W takim spojrzeniu i podejściu do drugiego człowieka ćwiczyła się s. Faustyna, a im większą trudność sprawiało jej obcowanie z jakąś osobą, tym usilniej starała się w niej zobaczyć Chrystusa, wzywającego ją do świadczenia miłosierdzia.
Już to, co zostało powiedziane na temat ufności i miłosierdzia w szkole duchowości s. Faustyny, pozwala się zorientować, że chodzi tu o same fundamenty życia chrześcijańskiego. W postawie dziecięcego zawierzenia Bogu i miłosierdzia wobec bliźnich aż do ofiary z życia w sposób doskonały w życiu s. Faustyny zrealizowane zostało bowiem największe przykazanie miłości Boga i bliźniego, a więc sama istota chrześcijaństwa.

3. Umiłowanie Kościoła i charyzmat przybliżania tajemnicy miłosierdzia Bożego

O, jak wielką mam miłość i cześć dla Kościoła (Dz. 197) - te słowa s. Faustyny wskazują na jej głębokie wniknięcie w tajemnicę Kościoła, gdyż miłość rodzi się z poczucia obdarowania, a cześć - ze zrozumienia wielkości daru. Zrodzony na krzyżu z przebitego boku Jezusa Kościół, którego znakiem jest Krew i Woda wypływające z Serca Zbawiciela, nazywa s. Faustyna dziełem miłosierdzia Boga (Dz. 949). W nim bowiem zostały złożone łaski zbawienia i uświęcenia, on jest źródłem Bożego życia dla każdego chrześcijanina.
W dziejach Kościoła dla wyrażenia jego tajemnicy używano wielu symboli, takich jak: owczarnia, pole uprawne, Boża budowla, oblubienica, górne Jeruzalem, matka (KKK 754-757). Ten ostatni tytuł zdaje się być najbliższy s. Faustynie, gdyż najczęściej stosuje go w odniesieniu do Kościoła. Matka to ta, która daje życie, z miłością je podtrzymuje i troszczy się o jego rozwój, dlatego s. Faustyna pisze: O Matko moja, Kościele Boży, tyś prawdziwa Matka, która rozumie swe dzieci (Dz. 1469).
W czym s. Faustyna dostrzegała ten macierzyński wymiar Kościoła? Kościół był dla niej źródłem łaski, która podnosi człowieka do godności dziecka Bożego, daje życie nadprzyrodzone i uświęca (Dz. 1474). Jako matka wychowuje swoje dzieci, prowadząc je do coraz ściślejszego zjednoczenia z Bogiem (Dz. 749). W Kościele zostało zdeponowane Objawienie Boże, przez które Bóg daje się poznać, poucza o swym zamyśle miłości, objawia swą wolę i chroni przed zbłądzeniem. Abym nie miała w niczym wątpliwości - pisała w Dzienniczku - oddałeś mnie pod czułą opiekę Kościoła swojego, tej prawdziwej, czułej Matki, która mnie w Twoim imieniu upewnia o prawdach wiary i czuwa, abym nigdy nie błądziła (Dz. 1488).
W naturalnych relacjach miłość dziecka do matki wyraża się przez posłuszeństwo.
U s. Faustyny ten rys jest uderzający. Wyrażał się on w całkowitym przylgnięciu do prawd wiary przekazanych przez Kościół. O, jak słodko mieć to w głębi duszy, w co Kościół wierzyć nam każe (Dz. 1123) - wyznała w Dzienniczku. Wierzę, wierzę i jeszcze raz wierzę w Ciebie, Boga w Trójcy świętej Jedynego i we wszystkie prawdy, które mi Kościół Twój święty do wierzenia podaje (Dz. 1558) - czytamy w innym miejscu. Głos Kościoła s. Faustyna przedkładała nad wewnętrznie słyszany głos Boży. Negowała wiarygodność natchnień, które były sprzeczne z nauczaniem Kościoła, na wszystko, co czyniła, chciała mieć zgodę i aprobatę Kościoła. Chociaż mnie Bóg sam uspokajał - wyznała w Dzienniczku - jednak zawsze pragnęłam mieć pieczęć Kościoła (Dz. 112). Wiernie i dokładnie wypełniała każde polecenie spowiedników i przełożonych, choć wymagało to od niej niejednokrotnie ofiary i samozaparcia oraz było przyczyną rozterki i cierpienia.
W Dzienniczku s. Faustyny znajdujemy również określenia, które ujmują Kościół w jego najgłębszej istocie, a odpowiadają pojęciu Mistycznego Ciała Chrystusa. Pisząc: Wszyscy stanowimy jeden organizm w Jezusie (Dz. 1364), s. Faustyna dostrzegała tajemnicę owego przedziwnego związku i zjednoczenia Chrystusa z tymi, którzy Mu uwierzyli, i podkreślała niewidzialną, nadprzyrodzoną łączność z Jezusem, który - mimo iż odszedł z tego świata - pozostaje nadal w żywotnej więzi z Kościołem i zespala wszystkich w jedno.
Patrzę na [chrześcijan] jako żywe członki Chrystusa, który jest Głową ich (Dz. 481) - pisała s. Faustyna w innym miejscu, poznając, że Chrystus jako Głowa Kościoła jest zasadą stworzenia i odkupienia oraz źródłem jego życia. Z prawdy o jedności Ciała Mistycznego wynika również fundamentalna zasada solidarności jego członków. Ból jednego z członków ciała jest przyczyną cierpienia całego organizmu. Siostra Faustyna, czując się żywym członkiem Mistycznego Ciała, odczuwała każde cierpienie współbraci, bolała nad upadkiem dusz, cieszyła się z cieszącymi, płakała z płaczącymi. Ilustracją jej duchowej solidarności ze wszystkimi wiernymi Kościoła jest następująca wypowiedź: Pragnę zbawienia dusz (...), dotykają mnie wszystkie prześladowania Twoich wiernych (...), boli mnie upadek dusz (Dz. 1366). Miała także świadomość wielkiej współzależności wierzących w Chrystusa i ich wzajemnego duchowego oddziaływania. Wiedziała, że każdy jej dobry czyn przyczynia się do wzrostu świętości całego Kościoła, każdy zaś grzech prowadzi do upadku dusz. Od (...) małego czynu mojego, a w sposób przebóstwiony wykonanego, zależy chwała Kościoła i postęp niejednej duszy (Dz. 508) - wyznawała. Rozpoznając w Kościele istnienie zasady naczyń połączonych, stwierdzała: Każdej pojedynczej duszy czy to świętość czy upadek odbija się w całym Kościele (Dz. 1475).
Wiedząc, jakie znaczenie dla Kościoła ma doskonałość moralna jego członków, starała się o osobistą świętość i była przekonana, że w ten sposób okaże się najbardziej pożyteczna Kościołowi: Staram się o jak największą doskonałość, aby być pożyteczną Kościołowi (Dz. 1475). Siostra Faustyna była świadoma, że jej świętość odbija się w całym Kościele, że każdy jej akt cnoty, nawet niedostrzeżony, ma wielką moc i jest dobrym owocem, którym się karmią inne dusze. Mogę być całkowicie pożyteczna Kościołowi - napisała w Dzienniczku - przez osobistą świętość, która drgnie w całym Kościele (...), dlatego wysilam się, aby ziemia mojego serca rodziła dobre owoce, choć może nigdy oko ludzkie ich nie dostrzeże, jednak przyjdzie dzień, że się pokaże, że tym owocem karmiło się i karmić się będzie wiele dusz (Dz. 1364).
Te zarysowane w wielkim skrócie, konkretne przejawy łączności s. Faustyny z całym Mistycznym Ciałem Chrystusa są jednocześnie wyrazem jej wielkiego poczucia odpowiedzialności za wszystkich należących do Kościoła. Wyznanie s. Faustyny: Czuję (...) jakobym miała odpowiedzialność za wszystkie dusze (Dz. 1505) - nie jest retoryką, ale głęboko przeżytym poczuciem więzi z każdym członkiem Mistycznego Ciała Chrystusa.

Dalej...